Przewodniczący Rady Miejskiej Adam Szczerba otworzył dyskusję, podkreślając, że przed Radą jeden z najważniejszych punktów w samorządowym kalendarzu - debata nad Raportem o stanie gminy, która poprzedza głosowanie nad wotum zaufania dla burmistrza Wyszkowa.
- Wotum zaufania nie jest głosowaniem nad wykonaniem budżetu. Można powiedzieć, że głosowanie nad wykonaniem budżetu jest jak przegląd techniczny statku stojącego w porcie - sprawdzamy wtedy, czy jednostka może pływać, czy dokumentacja się zgadza, czy finanse są wydawane na wyposażenie załogi i statku i czy jednostka nadaje się do dalszej eksploatacji. Natomiast debata nad wotum zaufania dotyczy czegoś zupełnie innego. Dziś oceniamy kapitana tego statku. Zastanawiamy się, czy kapitan potrafi żeglować, czy ma wyznaczony kurs, czy potrafi przewidywać zagrożenia, podejmować trafne decyzje, współpracować z załogą i zdobywać zaufanie tych, których prowadzi. W mojej ocenie oraz w ocenie wielu radnych materiały przedstawione w raporcie o stanie gminy, a także wydarzenia ostatnich miesięcy nie dają podstaw do udzielenia takiego zaufania - mówił.
Przewodniczący długo i konkretnie wyliczał powody, dla których trudno o zaufanie do działań burmistrza:
- Trudno zagłosować za wotum zaufania, gdy widzimy brak skuteczności w sprawach ważnych dla mieszkańców, czego przykładem jest chociażby zakończona fiaskiem sprawa zakupu budynku po dawnej przychodni.
- Trudno mówić o zdecydowanym przywództwie, gdy poświęca się czas i środki publiczne na analizy i wyceny, a ostatecznie nie doprowadza do realizacji przedsięwzięcia, które mogło służyć lokalnej społeczności.
- Trudno zagłosować za wotum zaufania, gdy decyzje dotyczące organizacji oświaty, w tym chociażby rekrutacji do przedszkola integracyjnego i szkół, wywołują tak duże niezadowolenie rodziców i pracowników, a dialog rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy problem staje się publiczny.
- Trudno udzielić zaufania, gdy odrzucane są rozwiązania zwiększające przejrzystość funkcjonowania samorządu, takie jak rejestr umów i faktur, ponieważ zaufanie mieszkańców buduje się przede wszystkim poprzez otwartość i transparentność działań.
- Trudno zagłosować za wotum zaufania, gdy w polityce podatkowej i gospodarczej burmistrz dostrzega przede wszystkim ryzyko zmniejszenia dochodów gminy, a nie widzi szerszej perspektywy i nie ma zrozumienia środowiska przedsiębiorców, a także nie rozumie jak takie decyzje wpływają na możliwości pobudzania lokalnego rozwoju.
- Trudno mówić o jasno wyznaczonym kursie rozwoju gminy, gdy mieszkańcy od lat oczekują realizacji kluczowych inwestycji np. przebudowy ronda przy moście kołowym, budowy nowego mostu na Bugu, budowy bazy sportowej itd., a jednocześnie większą uwagę poświęca się przedsięwzięciom, które nie należą do kluczowych priorytetów społecznych - mowa tu chociażby o przebudowie budynku stajni, gdzie zaangażowanie w temat pana burmistrza widać na każdym kroku.
- Trudno udzielić zaufania, gdy nie wykorzystuje się odpowiednio czasu na przygotowanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przed wejściem w życie nowych regulacji dotyczących planu ogólnego i gdy nie dostrzega się potrzeby przyspieszenia tych prac.
- Trudno również nie zauważyć braku postępów w sprawie stadionu miejskiego. Od mieszkańców od lat słyszymy oczekiwania dotyczące modernizacji tego obiektu i dostępności bazy sportowej dla mieszkańców. Tymczasem nadal nie widać konkretnych działań prowadzących do realizacji tego celu, a np. działania dotyczące bazy sportowej w SP nr 5 są prowadzone w zupełnym oderwaniu od koncepcji stadionu, gdzie z naturalnych przyczyn te tereny powinny stanowić wzajemne uzupełnienie.
- Trudno obdarzyć zaufaniem gospodarza gminy, gdy w przypadku stawek opłaty śmieciowej, przy wprowadzaniu zmian w systemie śmieciowym słyszymy od pana burmistrza, że proponowane rozwiązania uszczelniające „może” przyniosą efekty długofalowe, a w to miejsce lepiej jednorazowo podnieść mieszkańcom opłaty o 40%, żeby mieć spokój na kolejne lata. Jednocześnie nie ma rozliczenia wcześniejszych ponadwymiarowych nadwyżek ilości śmieci, gdy system nie był odpowiednio monitorowany.
- Trudno zagłosować za wotum zaufania, gdy pierwszym rozwiązaniem problemów finansowych stają się propozycje podwyżek, zamiast poszukiwania oszczędności oraz poprawy skuteczności zarządzania. Gdy zamiast wizji i długofalowego planowania widzimy nieustanne gaszenie pożarów i przeskakiwanie z tematu na temat bez finalizacji wielu kwestii.
- Trudno także mówić o dobrej współpracy z Radą Miejską, gdy ogranicza się bezpośredni kontakt radnych z naczelnikami wydziałów urzędu podczas sesji, utrudniając tym samym merytoryczną debatę i dostęp do informacji dla mieszkańców
- I wreszcie trudno udzielić wotum zaufania, gdy w przestrzeni publicznej regularnie pojawiają się sygnały o problemach we współpracy ze Starostwem Powiatowym, z Radą Miejską, z instytucjami wyższego szczebla oraz a może przede wszystkim z mieszkańcami. Zamiast budowania porozumienia zbyt często obserwujemy konflikty, wzajemne oskarżenia i brak dialogu.
Podsumowując, Adam Szczerba zauważył, że ta debata nie będzie odpowiedzią na pytanie, czy gmina Wyszków funkcjonuje, czy są w niej realizowane inwestycje i zadania publiczne.
- Dzisiejsza debata ma odpowiedzieć na pytanie: czy sposób sprawowania funkcji burmistrza daje Radzie podstawy do wyrażenia zaufania na przyszłość? Czy kapitan naszego statku potrafi wyznaczyć właściwy kurs, budować współpracę, przewidywać wyzwania i skutecznie prowadzić samorząd w przyszłości? W świetle przedstawionych argumentów pojawia się wiele wątpliwości i uzasadnionych obaw - stwierdził przewodniczący.
- To nie jest tak, że w tej naszej mechanice działania samorządowego zaufanie wyrażane jest tylko w jedną stronę i tylko w jedną stronę świadczy, że płyniemy we właściwym kursie - odpowiadał, przekierowując uwagę na radnych, burmistrz Piotr Płochocki. - Zeszłej jesieni wyraźnie przebiły się do mojej świadomości zgłaszane przez państwa potrzeby nazwane „problemami komunikacyjnymi, komunikacją”. Ja zrozumiałem, że chcecie być jak najszerzej dopuszczani do koncepcji, które tworzymy w urzędzie, do ich współtworzenia, do sugestii nad różnymi koncepcjami. W moim odczuciu tak się stało. Zorganizowaliśmy przez ostatnie miesiące całą masę rozmaitych spotkań w różnej formule, m.in. przedstawiliśmy zagadnienie, problem, a państwo mogli się określić i wypracować koncepcje. To jest ten naddatek, to wyjście, wyraz mojego zaufania do państwa, do państwa pomysłów, z którymi nie zawsze się zgadzam, ale rozumiałem, że pewien mechanizm samorządowy wymaga dążenia do kompromisu.
Burmistrz dalej omawiał, ile pracy włożyli urzędnicy w przygotowywanie różnych tematów do zreferowania radnym, ale nie zostało to z ich strony właściwie docenione i wykorzystane:
- Zawsze byliśmy otwarci na państwa pomysły. Muszę przyznać, że tych pomysłów nie było zbyt wiele, często trochę nas „wypuszczaliście”: „jesteście urzędnikami, proszę coś wymyślić, bo nam się to nie podoba”. To nie popycha spraw do przodu, ale przynajmniej wiemy, z czego rezygnować, w jakim kierunku nie iść. To jest już zawsze jakiś postęp. Państwo włożyli blisko 80 punktów inwestycyjnych do budżetu. To jest ogrom. Istnieje jakaś granica możliwości przerobienia tych wszystkich tematów przez nasze wydziały. Mimo wszystko my to robiliśmy, próbowaliśmy przedstawiać koncepcje - mówił.
Burmistrz uważa, że to „wyraz jego dobrej woli” i tego samego oczekiwałby od radnych.
- Ja uważam, że to jest wyraz mojej dobrej woli, mojego zaufania do państwa i wyraz chęci współpracy. Państwo raz w roku macie okazję, żeby to docenić, tę umiejętność dyskusji i zdążania do pewnego rodzaju kompromisu. To jest ten moment, żeby to pokazać, uwydatnić. Chcę serdecznie podziękować tym, którzy zagłosują „za”, bo będzie to dla nas wszystkich ogromny zastrzyk zaufania, demonstracja dobrej woli, a ponad wszystko, że jeśli zagłosujecie „za”, to znaczy, że rozumiecie reguły funkcjonowania tego mechanizmu samorządowego - mówił Piotr Płochocki.
W kontrze do tych słów głos zabrał radny Michał Mielcarz, który zacytował burmistrza z jednego z wywiadów:
- O radnych z Klubu „WIS - Masz Wybór”, z którego wspólnie pan startował, powiedział pan: „doświadczenie nauczyło mnie, że konsultowanie z nimi czegokolwiek nie ma w mojej opinii najmniejszego sensu”. To opinia mega krzywdząca i bardzo nieprawdziwa i po takiej wypowiedzi trudno mi obdarzyć burmistrza dalej zaufaniem - powiedział radny.
- Może te słowa państwa trochę ubodły, ale one miały też taki trochę cel - odpowiadał Piotr Płochocki. - Bo jakkolwiek jesteśmy po rozwiązaniu koalicji i po dwóch stronach barykady, moje drzwi są was cały czas otwarte, ale z jakiegoś względu część z państwa do mnie nie przychodzi. To był wyraz pewnego także rozczarowania z mojej strony, które nie znalazło - w mojej opinii - negatywnej kontynuacji, a wręcz pozytywną. Ja tę gotowość do współpracy cały czas wykazuję - podkreślał burmistrz.
Innego zdania jest radna Monika Bieżuńska:
- Pan burmistrz powiedział, że rok temu głosując za wotum pewnie większość kierowała się "koalicją". Chcę pana rozczarować. Ja głosowałam sercem. Nie skreślam ludzi na początku, chcę dać szansę i taką szansę dałam burmistrzowi i nie mogę powiedzieć, że żałuję, bo dziś z czystym sumieniem będę mogła zagłosować tak, jak mi rozum podpowiada. Moje oczekiwania, moich kolegów, były inne. Naprawdę wierzyłam w to, że wspólnie zrobimy dużo fajnych rzeczy dla naszej gminy i nadal w to wierzę i mam nadzieję, że po dzisiejszej sesji burmistrz weźmie sobie do serca wszystkie uwagi, nasze słowa, krytyki i troszeczkę zachowa się inaczej niż przez ostatni rok. Spróbuje wyciągnąć z tego wnioski - powiedziała.
::news{"type":"see-also","item":"23318"}
Burmistrz natomiast odbił piłeczkę w stronę radnych.
- Pomimo tego, że wielokrotnie nasze konsultacje, spotkania, które dla państwa organizowaliśmy, nie dawały satysfakcjonującego efektu i byłem nimi rozczarowany, bo często spotykały się z narracją „nie bo nie, dajcie inne rozwiązania” i to było dla nas bardzo rozczarowujące. Pomimo tego rozczarowania, pomimo, że państwu się nie podobało, ale nie mieliście własnego pomysłu, mimo że te nasze działania były tak traktowane, że musieliśmy się cofnąć, mimo wszystko cały czas organizowaliśmy, organizujemy i nadal będziemy organizować tego typu spotkania, bo jakkolwiek jestem rozczarowany, wierzę, że ma to jakiś sens - mówił.
Zarzuty burmistrza pod adresem radnych spotkały się z reakcją radnego Waldemara Karłowicza, który zapytał wprost: na który z pomysłów przedstawianych przez burmistrza radni odpowiedzieli „nie bo nie”?
- Ja mówiłem w innej retoryce, mówiłem: „na to się nie zgadzamy, wymyślcie coś innego”. Jest spektrum pewnych spraw, które trzeba podjąć, czasem z pewnym ryzykiem. Dużo wskazuje na to, że jakiegoś rodzaju uprzedzenia, rozczarowania biorą tutaj górę - tłumaczył Piotr Płochocki.
- Nie ma takich przykładów, w których nie daliśmy alternatywy lub nie zgodzilibyśmy się na dobre rozwiązania - odpierał zarzuty Adam Szczerba.
Zgodził się z tym Waldemar Karłowicz:
- Mówienie, że radni stawiają się w pozycji „nie bo nie”, oportunistów, pieniaczy, destrukcji, jest po prostu nie w porządku, bo ja nie przypominam sobie takiego przypadku, że było „nie bo nie”. Dobry przykład to regulamin świetlic, gdzie mieliśmy na początku bardzo duże opory, a na następnej sesji udało się przyjąć uchwałę.
Radny Karłowicz zwrócił się do burmistrza z sugestią, że problem leży gdzie indziej:
- Dużo pan mówi o wyciągniętej ręce, o spotkaniach. Tylko ja się zastanawiam, czy ja mam na nie chodzić. Dlatego, że te spotkania nic nie wnoszą, nic. Pan po prostu nie umie tych spotkań zorganizować. Pan nie umie rozdzielić zadań i później tych zadań wyegzekwować. Często jesteśmy stawiani jako radni w kontrze do urzędników, a tak naprawdę to urzędnicy zbierają cięgi za pańskie działania albo ich brak - mówił.
Radny podał przykład konsultacji na temat planowanego połączenia SP nr 2 i Przedszkola nr 4, co było omawiane na spotkaniach z radnymi:
- Słyszymy od urzędników, że łączymy SP nr 2 i Przedszkole nr 4 - mnie ma głosów przeciw na spotkaniu. Jest następne spotkanie, wizualizacja przeniesienia przedszkola, które liczy obecnie 650 m kw. i słyszymy, że po przeniesieniu będzie liczyć 400 m kw. na dwóch poziomach, co naturalnie budzi nasz opór. Co słyszmy? „No przecież tak chcieliście”. Przecież my tak te spotkania możemy sobie organizować w nieskończoność - mówił.
Radny wymieniał kolejne tematy, w których prace utknęły w martwym punkcie mimo wcześniejszych konsultacji:
- Rozmawiamy o terenie zagospodarowania SP nr 5 - temat znikł. Uchwała krajobrazowa - uwagi trzeba było złożyć do 15 maja 2025 - tematu nie ma. Według mnie jest po prostu coraz większy chaos organizacyjny. Nie wiem, dlaczego nie powołuje pan naczelnika wydziału promocji? Dlaczego mamy takie kłopoty z naborami? My jesteśmy tu przecież wiodącym ośrodkiem administracyjnym, organizacyjnym, gospodarczym, a tu nikt nie chce przyjść do pracy. Słyszymy na komisji, że to wina paru radnych. Ja myślę, że nie bardzo, nie bardzo, bo jakim ja jestem przeciwnikiem w dyskusji do wykwalifikowanego naczelnika jakiegokolwiek działu? Mogę posłuchać i się zgodzić albo nie. Mamy teraz taką sytuację, że nie mamy naczelnika od bardzo ważnego wydziału promocji, nieudane nabory na bardzo ważne stanowisko naczelnika wydziału inwestycji i pozyskiwania środków. Odchodzi też kierownik. Nie zmierza to wszystko w dobrą stronę… - ocenił radny.
Jego słowa spotkały się z natychmiastową ripostą burmistrza.
- Jeśli chodzi o to, że mamy problem ze znalezieniem pracowników, to jeszcze w 2024, 2025 roku nie było aż takiego problemu. Rozmawiam z pracownikami na bieżąco i jeśli miałbym wskazać jeden główny powód - po prostu ludzie, którzy tutaj pracują, odchodzą, bo nie chcą mieć do czynienia z kimś, kto się zachowuje np. tak jak pan. Po prostu tak jest, tak mi mówią. Wiem, że wskutek pana działań napsuje pan tym ludziom tyle krwi, że oni po prostu dlatego odchodzą. Dlatego odszedł naczelnik Garbarczyk, dlatego odchodzi naczelnik Żaneta Kozak i nie wiem czy to jest koniec. Dlatego powiedziałem, że to jest nasze wspólne wyzwanie, wznieść się ponad te uprzedzenia to wszystko, co miało do tej pory miejsce. Ja wyciągnąłem do pana rękę, a pan dzisiaj mówi: po co te spotkania, po co pan je organizuje, przecież pan nic nie umie i trafił tu tylko przez przypadek. Jakoś pan do mnie nie przyszedł Pan woli przyjść na komisję, pogrzebać gwoździem w ścianie i powiedzieć budowlańcom, że nie potrafią budować. I wtedy jest pan dla nich dyskutantem. Pani Żaneta przychodzi, pięć godzin tłumaczy wam wszystkie inwestycje, po paru dniach dostaje elaborat od radnego Zawadzkiego, który prosi, żeby mu je wszystkie opisać i co ona ma wtedy pomyśleć? Że dobrze zrobiła, że odchodzi - stwierdził Piotr Płochocki.
- odparł Waldemar Karłowicz. - Jestem wdzięczny, że mamy zdiagnozowany największy problem w naszej gminie - czyli radny Waldemar Karłowicz. Mogę nie zabierać głosu, mogę nie uczestniczyć w posiedzeniach. Jeżeli to uzdrowi sytuację w naszej gminie, moja osoba przeszkodą nie będzie. Jeżeli ja jestem przeszkodą, nie ma problemu, mogę się w ogóle wycofać z działalności.
Sprawę skomentował krótko Adam Szczerba:
- 13 lat byłem radnym opozycyjnym i poprzedni pan burmistrz na moje wypowiedzi reagował czasem mocnym zaczerwienieniem. Pytania dotyczyły wszystkich wydziałów i jakoś ludzie to znosili.
A radny Paweł Zawadzki zapytał wprost Żanetę Kozak:
- Czy to ja jestem przyczyną, że pani odchodzi z urzędu?
- Nie chciałbym, żebyśmy stawiali urzędników teraz w kłopotliwej sytuacji - włączył się Piotr Płochocki, który sam personalnie wywołał ten temat. - Jeżeli pracownik chce odejść, to odchodzi. Chciałem przedstawić szeroki horyzont.
Burmistrz tłumaczył, jak sprawa wygląda od strony urzędu:
- My wam artykułujemy perswazyjnie pewne rzeczy, ale wy tego nie bierzecie pod uwagę - mówił do radnych. - Przy uchwalaniu budżetu mówiłem, że wydział jest już tak mocno dociążony, że może mieć problem z realizacją inwestycji. Wy zlekceważyliście to kompletnie i uznaliście, że skoro są pieniądze, to można dołożyć i jakoś damy radę, będą si,ę dwoić i troić i będzie super. My się nie wyrabiamy, wszyscy tutaj pracują ponad miarę. Z jednej strony dokładacie zadań w rozpisce inwestycyjnej, i gdy mają poczucie, że coś idzie dobrze, to wpływa jedna interpelacja, druga, szesnasta, i znowu naczelnik traci ten czas, bo musi osobiście odpowiedzieć. Ci ludzie są bardzo dociążeni pracą, a wy ich na co dzień jeszcze dociążacie takimi małymi rzeczami, ale sumarycznie gdyby to zebrać ile atencji wymagacie, to ich obciążacie drugie tyle, a potem na koniec, gdy przychodzi do rozliczenia budżetu, mówicie: to jest niezrealizowane, tu się chodnik „poślizgnął”, tu jakieś małe opóźnienie, jak tak może być? Ja po prostu rysuję, jak wygląda ten emocjonalny horyzont ze strony urzędu.
Na te słowa zareagował przewodniczący Adam Szczerba:
- Rada ustala budżet i zadania do wykonania. Nie odpowiada za organizację urzędu. Jeżeli pan mówi, że ma pan za mało rąk do pracy, to trzeba o tym myśleć i to organizować a nie zwalać że jest za dużo zadań, to pan jest odpowiedzialny fizycznie za organizację pracy urzędu i proszę tego nie przekładać na Radę, bo Rada Miejska na to wpływu nie ma.
Odchodząca naczelnik Żaneta Kozak nie kryła emocji, ale apelowała o uszanowanie powodów jej prywatnej decyzji:
- W życiu każdego z nas przychodzi moment na zmiany. Ten czas przyszedł na mnie. Chciałabym pójść dalej i mam prośbę: sesja nie jest miejscem, na którym powinny być roztrząsane jakiekolwiek aspekty mojego odejścia z pracy. Chciałabym przeprosić za emocje. Jednak ten urząd to połowa mojego życia. Dzisiaj przyszedł czas na zmianę czegoś w moim życiu, ja idę dalej. Bardzo proszę o niewykorzystywanie mojej osoby w takich dyskusjach. Moje decyzje są moją sprawą. Nie chciałabym, żeby były analizowane na forum Rady. Chciałabym podziękować za współpracę. Życzę państwu mądrych decyzji dla naszej gminy i podejmowanych w atmosferze dialogu i wzajemnego szacunku - powiedziała.
Paweł Zawadzki przeprosił za pytanie o powody odejścia z urzędu.
Tego, że radni mają prawo stawiać pytania i oczekiwać informacji od urzędników, broniły natomiast radne Bieżuńska i Tchórzewska.
- Zadawanie pytań i wymaganie informacji to nasz obowiązek. Nas, tak jak burmistrza, wybrali mieszkańcy i to jest w naszym obowiązku. A jeśli w urzędzie są problemy kadrowe, to warto zastanowić się na organizacją pracy i przepływem informacji. Tego przepływu informacji brakuje. Dużo nieporozumień jest tym spowodowanych. Dlatego z naszej strony pada dużo pytań, bo my tych informacji nie mamy, a często o niektórych dowiadujemy się z lokalnej prasy - mówiła Monika Bieżuńska.
- Radni od tego są, żeby pytać. Dlaczego mamy nie zadawać pytań, dlaczego nie mamy pytać na komisjach, przecież dysponujemy publicznymi środkami, jesteśmy odpowiedzialni za finansowe publiczne. Musimy pytać, żeby funkcjonować. Mamy przykłady innych gmin, które dużo lepiej funkcjonują, dlatego pytamy, gdy coś jest nie na czas robione. My mamy prawo pytać, emocje nie powinny brać góry, tylko praca i współpraca - zaapelowała Justyna Tchórzewska.
- Ja nie mówię, żeby nie pytać, ale trzeba mieć wyczucie sytuacji - odpowiadał burmistrz Piotr Płochocki. - Jeśli się dorzucało inwestycji, a wpływa ileś pytań, to państwo się nie dziwcie na koniec roku, że coś jest niezrealizowane.
- stwierdziła w kierunku burmistrza radna Joanna Kulesza, która zdecydowała się na emocjonalny ton wypowiedzi:
- Trochę się denerwuję, bo nie lubię stawiać ludzi w niezręcznej sytuacji - w przeciwieństwie do pana. Nie znam pana prywatnie, z czego się cieszę, bo zapewne nie byłabym w stanie obiektywnie ocenić pańskich działań. W mojej ocenie jest pan bardzo mądrym człowiekiem, mającym ogrom wiedzy w pewnych sferach. Uważam, że bardzo szybko przyswoił pan wiedzę, dotyczącą funkcjonowania naszej gminy. Mógłby pan być bardzo dobrym burmistrzem i zrobić dla naszej gminy wiele dobrego. Niestety jednak tak się nie dzieje. Zachodzę w głowę od ponad roku, dlaczego tak się nie dzieje? Nie wiem czy to kwestia charakteru człowieka? Bardzo ładnie pan mówi, niestety za tym nie idą pańskie działania. Niestety, w mojej ocenie nie liczy się pan z głosami mieszkańców a te głosy powinny być dla pana najważniejsze. Za każdym razem gdy radny zwraca uwagę, nic pan z tym nie robi. Brakuje panu ewidentnie pokory, zamiast przemyśleć te krytyczne głosy, to pan wyciąga działa i bombarduje dalej po swojemu a tak to my możemy działać w swojej działalności prywatnej. Mam nadzieję, że kiedyś wspólnie będziemy cieszyć się świetnym rozwojem naszej gminy i naprawdę dobrą współpracą, tylko że dobra współpraca nie polega na tym, że jedna osoba zgadza się na wszystko, co chce druga - powiedziała radna.
Żalu pod adresem burmistrza nie krył też radny Adam Wrzosek:
- Ja rozumiem, że manipulacja to jest środek, którego nieświadomie wszyscy czasem używają, ale ta manipulacja mnie zabolała - odniósł się do sugestii burmistrza, że to przez radnych urzędnicy odchodzą z pracy. - Ja współpracuję z naczelnikami. Siedzę teraz naprzeciwko naczelników i nie jest równoznaczne udzielenie wotum zaufania panu z poparciem dla tego, co robią naczelnicy. Rozumiem, że próbuje pan wywrzeć presję nie tylko na mnie, ale i na innych radnych. Sytuacja w Wydziale Promocji nie jest najlepsza, bo brakuje tam ludzi, atmosfera nie jest najlepsza. Pan jest tym sternikiem, kapitanem i ci ludzie wcześniej współpracowali ze sobą i ten urząd funkcjonował i okazuje się, że po dwóch latach są tak potężne emocje, że ci ludzie muszą wychodzić, bo coś nie działa.
A co nie działa? Kulisy spotkań i konsultacji z burmistrzem, które - jego zdaniem - nie przynoszą efektu i są jedynie „zasłoną dymną” - odsłonił nieco przewodniczący Adam Szczerba:
- Jeśli spotkania mają sens i dotyczą ważnych tematów, w których możemy podjąć decyzje i kierunkowo działać wspólnie, to je realizujemy. Wspomniany temat leasingu, wiem jak to ważny temat i działamy. Pan burmistrz mówi, że jest rozczarowany podejściem radnych, to ja mogę być rozczarowany postępowaniem burmistrza. Po zeszłorocznym wotum zaufania, które uzyskał jednym głosem, nie było reakcji żadnej. Jedyną reakcją było organizowanie otwartych spotkań, które są marnotrastwem czasu, bo państwo urzędnicy muszą przygotować dokumenty i marnotrastwem naszego czasu. Np. ostatnie na temat oświaty, gdzie mówiliście „otwieramy temat, prosimy o pomysły, koncepcje”, a po dwóch godzinach dyskusji wyszło, że już wszystkie koncepcje macie opracowane i wdrażacie je w życie. To na tym to polegało, co pan burmistrz powiedział - żebyśmy byli współodpowiedzialni za decyzje. To najlepszy przykład tego jak mówienie o współpracy i otwartości na współpracę mija się z prawdą i rzeczywistością - mówił.
Burmistrz kilkukrotnie podkreślał, że wotum zaufania nie jest oceną jedynie jego pracy, ale także pracy całego organu, którym kieruje.
- To nie jest tak, że oceniacie mnie, bo nie ma możliwości, żeby burmistrz sam wszystko podejmował. Ja nie podejmuję decyzji ex katera, bo nie mam tak rozległego doświadczenia samorządowego. Pytam zawsze o zagadnienia z wydziałów, konsultuję i urzędnicy są istotną częścią decyzji - mówił Piotr Płochocki.
- Pan mówi, że nie podejmuje decyzji samowolnie. To z kim, którymi ekspertami, urzędnikami konsultował pan decyzję o zorganizowaniu płatnego BNF? Według mnie jest to tylko pana decyzja, o której wszyscy jak tu siedzimy mówiliśmy, że jest niesłuszna, a pan idzie w zaparte i ją realizuje. Mija się pan z prawdą, mówiąc, że nie podejmuje pan autorytatywnie decyzji - powiedział Adam Szczerba.
Dyskusja zeszła na wielokrotnie dyskutowany już temat organizacji w obecnej formule Bug Nature Festiwal, który kładzie się cieniem na ocenę pracy burmistrza przez radnych.
Piotr Płochocki odpierał zarzuty:
- To nie jest tak, że ja sobie z sufitu wymyśliłem, że ma być płatny. Wielokrotnie w gronie urzędniczym omawialiśmy ten temat i wynikł prosty finał. Decyzja jest decyzją trudną, ale nie wynikła ze złej woli, chęci zarobku, ale z tego, by odnaleźć się w tych zmieniających się realiach i była uzasadniona. Mamy trzy główne czynniki, które spowodowały, że on jest płatny:
- po pierwsze, przez lata uprawialiśmy fikcję, że organizowaliśmy imprezę niemasową, a powinniśmy zorganizować masową, bo było tyle na niej ludzi. W związku z tym te koszta nam ogromnie wzrastały, np. dotyczące ochrony, więc i tak musieliśmy zorganizować festiwal na większą skalę;
- po drugie, jeżeli wydajemy na relatywnie znanych wykonawców kilkaset tysięcy złotych, to byśmy chcieli, żeby ten festiwal cieszył się odpowiednią frekwencją, natomiast widzieliśmy w latach poprzednich, że wystarczyło, by trochę padało, a od razu ta frekwencja była niska. Wydawanie tak dużej ilości pieniędzy i ryzykowanie niskiej frekwencji, bo lipiec jest kapryśnym miesiącem jeśli chodzi o opady, to byłoby moim zdaniem bardzo niegospodarne. Dlatego ustanowiliśmy taką sumę, bo jeśli ktoś zapłacił za bilet, jest większe prawdopodobieństwo, że przyjdzie wobec innych priorytetów, jak grill z sąsiadami, nawet gdy trochę pada. Zapłacił za bilet - jest większy imperatyw wewnętrzny, że przyjdzie. To było moim zdaniem rozwiązanie profrekwencyjne.
- po trzecie, chcieliśmy, żeby do Wyszkowa przyjeżdżali coraz bardziej znani i uznani wykonawcy. A niestety rynek przez te lata zmienił się na tyle, że bardzo dużo z nich na początku grało otwarte niebiletowane koncerty, potem grało ale za większe stawki, aby zniechęcać organizatorów do takiej organizacji a nie tracić PR-owo, bo zabierali sobie ludzi z płatnych koncertów. A dziś ze znanych wykonawców bardzo mało kto gra na imprezach niebiletowanych.Burmistrz kilkukrotnie podkreślał, że gmina wyciągnęła wnioski z sugestii radnych.
- Podzieliśmy festiwal na dzień płatny i dni niepłatne. Uważam, że wsłuchaliśmy się w te głosy i wyciągnęliśmy wnioski z tego, co miało miejsce do tej pory. Jaka będzie przyszłość tego festiwalu? Zobaczymy. Mamy świadomość, że niestety festiwale w skali świata i Polski cieszą się coraz mniejszą popularnością. Zyskują na popularności duże show stadionowe. Rynek się przetransformułuje i musimy się na nim odnaleźć. Jesteśmy bardzo otwarci na wszelkie modyfikacje festiwalu na przyszłe lata, aby odpowiadać na potrzeby rynkowe - zapewniał burmistrz.
Wtórował mu zastępca Artur Laskowski:
- Mogę potwierdzić. Coraz mniej wykonawców występuje na darmowych imprezach. Jest taki trend wśród wielu organizatorów, by wprowadzać odpłatność, po to, by wykonawca miał satysfakcję, że ludzie, którzy przyszli na jego koncert, świadomie go wybrali, a nie była to grupa przypadkowych osób, dla której nie ma to większej wartości.
Adam Szczerba nie pozostawił tego bez komentarza:
- Bilety są relatywnie tanie, ze względu na to, że cała gmina się na nie składa - powiedział. - Było jednoznaczne stanowisko Rady, a z tego wyciągnął pan burmistrz tylko to, żeby podzielić na część płatną i bezpłatną, ale zobaczmy, jaka jest różnica w wykonawcach.
Do słów burmistrza odniósł się także radny Paweł Zawadzki:
- Pana założenie, żeby wprowadzić bilety, aby zwiększyć frekwencję, okazało się błędne. Byłem na poprzednich edycjach i na ostatniej, niezależnie od pogody i sytuacji, frekwencja była niższa. Z szacunków wynika, że na poprzednich edycjach było trzy, cztery razy więcej mieszkańców w stosunku do festiwalu płatnego. I mało tego - w tym roku pan powtarza ten sam błąd, bo główny dzień festiwalu jest płatny. Ile biletów jest sprzedanych na tę chwilę i ile gmina zamierza rozdać biletów darmowych? - pytał.
- Żeby wypowiadać się w takim tonie, to bardzo się przydaje mieć jakiekolwiek doświadczenie organizacyjne, jakiekolwiek - odparł Piotr Płochocki.
Tłumaczył, że wprowadzenie biletów na festiwal pozwala organizatorom lepiej przewidzieć frekwencję:
- Jeśli ktoś kupił bilet, to zakładamy, że przyjdzie. Ta liczba jest w miarę do przewidzenia. Ale gdy jest bezpłatny, to gdy będzie ładna pogoda, to przyjdzie 1500 - 2000 osób, ale jeśli będzie brzydka, to przyjdzie 200 osób. To jest zasadniczy problem. Przy biletowanym festiwalu frekwencja jest łatwa do przewidzenia. Liczy się pewna pewność frekwencji. O to tutaj tylko chodziło, bo przy biletach wiemy, ile osób przyjdzie i to jest dobre posunięcie z punktu widzenia przewidywalności tego, jak taka impreza wypadnie i też satysfakcjonujące dla obu stron.
Piotr Płochocki migał się od udzielenia radnym informacji o liczbie sprzedanych biletów.
- Nie wiem, ile biletów jest sprzedanych, bo nad tym pracuje specjalny zespół z wydziału promocji, pani pełnomocnik jak i domu kultury. Ja nie monitoruję tej kwestii. Może się pan bezpośrednio ich zapytać - powiedział.
- I to nie powinno tak funkcjonować, bo pan mówił, że pełnomocnik doradza, a cała odpowiedzialność organizacyjna jest po pana stronie, a więc nie może pan odsyłać teraz radnego do pełnomocnik, której na sesji nawet fizycznie nie ma. Zastanówcie się, jak jest zorganizowany urząd, bo rozmycie odpowiedzialności za rozmaite tematy w temacie promocyjnym jest straszliwe - ostro zareagował radny Adam Szczerba.
- W tym czasie można napisać trzy sms-y do pełnomocnika i dyrektora „Hutnika” i się dowiedzieć, ile biletów zostało sprzedanych. To chyba nie przekracza możliwości - zauważyła radna Katarzyna Wysocka. - Chyba wiadomo, ile jest sprzedanych, bo są sprzedawane w systemie. Można się dowiedzieć. Czy to jest wstyd, bo nie ma chętnych na ten festiwal?
Radna skrytykowała burmistrza także za odpowiedź do radnego Zawadzkiego:
- Uważam, że pana odpowiedź, że „nie powinien się pan pytać, bo się pan nie zna, bo nie organizował nigdy żadnej imprezy” była nie na miejscu. Jesteśmy radnymi, ja nie jestem architektem, ale oceniam wykonanie inwestycji, nie jestem nauczycielem, ale oceniam funkcjonowanie oświaty. Radni oceniają całokształt działań pana burmistrza i nie można tak powiedzieć „proszę się nie wypowiadać, bo pan się nie zna” - stwierdziła Katarzyna Wysocka.
Piotr Płochocki tłumaczył, że radna dokonała znaczących nadinterpretacji.
- Nie powiedziałem, że ktoś się nie zna, to nie powinien się wypowiadać, tylko że przydaje się doświadczenie, żeby kategorycznie formułować jakieś sądy.
Kilka minut pokrętnie tłumaczył się, dlaczego nie może ustalić liczby sprzedanych biletów:
- Ja mam zasadę, że jak z kimś rozmawiam, to go słucham, próbuję na bieżąco odpowiadać żebyśmy nie gubili wątku i nie mam umiejętności jednoczesnego pisania sms, dzwonienia. To jest też niezgodne z nurtem retorycznym, z jakim bym chciał mieć do czynienia, żeby nie prowadzić dziesięć rzeczy naraz, bo przynajmniej ja się nie umiem skupić na jednej konkretnej. Jak z kimś rozmawiam, chcę się skupić. Mam taką zasadę, tak mnie nauczono, że ja nie oczekuję od moich współpracowników, że muszą być ekspertem od wszystkiego. Ale uważam, że jak czegoś nie wiesz, nie masz wiedzy, nie jesteś w stanie racjonalnie ocenić, z czym masz do czynienia, to jak nie pomagasz, to chociaż nie przeszkadzaj.
Burmistrz zaapelował do radnych:
- Pewne rzeczy wymagają w urzędzie mnóstwo zaangażowania, mnóstwo czasu, żeby osiągnąć często niepewny efekt, bo działa się w materii, której się do końca nie zna. Miejmy pokorę i świadomość, że my też się możemy pomylić. Ale ja uważam, że to się dokonało - uznaliśmy że impreza finansowo została przeskalowana i zupełnie inaczej zaplanowaliśmy tegoroczną. Inaczej akcenty zostały rozłożone - ona będzie dużo tańsza dla budżetu gminy i będzie dużo bardziej otwarta. Tu refleksja się dokonała - stwierdził Piotr Płochocki.
Z tą opinią nie zgadza się radny Paweł Zawadzki:
- To jest temat istotny, który dotyczy pieniędzy nie pana, nie urzędu, tylko mieszkańców Wyszkowa, które zostały wydane. Urząd gminy dołożył 600 czy 700 tys. zł do tego wydarzenia. To są potężne pieniądze, to jest więcej niż połowa środków na kulturę w budżecie. Była składana interpelacja dotycząca finansowania i organizacji BNF i odpowiedź pana była taka, że nie istnieje dokument zawierający szczegółowe planowane koszty organizacji wydarzenia z podziałem na poszczególne dni ani z wyszczególnieniem źródeł finansowania. Ja sobie nie wyobrażam, jak można organizować imprezę za milion złotych i nie mieć podstawowych rzeczy ułożonych? - pytał radny.
- Tegorocznej imprezie bardzo, bardzo, bardzo, bardzo daleko do miliona złotych - odparł burmistrz.
A radny Radosław Biernacki zaapelował:
- Skoro formuła festiwalu jest płatna, to nie powinno być tak, że środki z budżetu gminy są przeznaczane na jego organizowanie. Niech podmioty zewnętrzne to organizują. Jak impreza nie jest dostępna dla wszystkich mieszkańców, to nie powinna być finansowana z budżetu gminy.
- Kierując się tą zasadą, nie moglibyśmy zorganizować niczego, co jest dodatkowo płatne – np. żadnych zajęć w WOK. Każda złotówka pobierana od uczestników zwiększa nam możliwości organizacyjne - odparł Artur Laskowski.
Burmistrz nie potrafił albo nie chciał odpowiedzieć na kolejne pytanie radnego Biernackiego o to, czy gmina ubiegała się o współorganizację Mazopikniku z udziałem gwiazd sceny muzycznej.
- To nie jest pytanie do mnie tu i teraz. Skąd ja mam mieć taką wiedzę, do kogo występowaliśmy? Nie mam na tę chwile tak dokładnej wiedzy. Wydział promocji może odpowiedzi udzielić.
Artur Laskowski dodał natomiast:
- Wstępne rozmowy są i możliwe, że kolejny ten Mazopiknik będzie u nas.
Wątek podsumowała radna Monika Bieżuńska:
- Temat BNF przewija się od roku, wzbudza negatywne emocje wśród radnych i mieszkańców. Nie wszyscy lubią muzykę disco polo, ale proszę zobaczyć, jak wyglądają imprezy w sąsiednich gminach. Proszę zobaczyć, ile ludzi przybywa.
W dyskusji zdominowanej przez byłych koalicjantów głos zabrał radny spoza koalicji Marcin Turowski:
- Jako radny Ziemi Wyszkowskiej, która nie jest stroną tego konfliktu i częścią obecnego układu rządzącego, patrzę z niepokojem na to, co się dzieje - przyznał. - Ja też dostrzegam w gminie chaos. To, że odchodzą naczelnicy, urzędnicy doświadczeni, rozpoznają się w innych instytucjach. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto będzie wykonywał zadania i ponosił odpowiedzialność i czy urząd jest przygotowany do normalnej spokojnej pracy, bo takiej obecnie nie ma. To nie może wyglądać tak, że burmistrz mówi, że winna jest Rada, a Rada, że burmistrz. Mieszkańcy zmagają się z tym bałaganem i do końca nie wiedzą, jak to jest możliwe. Państwo razem szliście do wyborów z hasłami zmiany i lepszej pracy gminy - dzisiaj trzeba wziąć za to odpowiedzialność. Minęły dwa lata. Apeluję do burmistrza i przewodniczącego Rady oraz radnych większości: usiądźcie do rozmów. Wiem, że one są trudne, bardzo ciężkie i nie wiem, której stronie jest tak bardzo ciężko, że nie można się dogadać, ale macie zamknąć się w pokoju i tak długo gadać, aż będzie widać biały dym. Bo na razie widać czarny dym.
- Biały dym to nowy wybór - zauważył Waldemar Karłowicz.
- Kwestia interpretacji. Dla mnie jest to porozumienie - odparł Marcin Turowski. - Czasami trzeba cofnąć się o 10 kroków, sto, tysiąc, ale złapać porozumienie. Gmina nie jest miejscem na prywatne wojny, ambicje i przeciąganie liny, gmina ma funkcjonować, a ludzie mają prawo mieć poczucie stabilności. Pracownicy i kierownicy muszą wiedzieć, na czym stoją, mieszkańcy mają mieć pewność, że ktoś nad tym panuje. Spróbujcie! - apelował.
- Skąd sugestia, że nie próbujemy? - zapytała Monika Bieżuńska.
- Spróbujcie porozmawiać skutecznie, żeby był biały dym, a jak się nie uda, będzie czarny... - odparł Marcin Turowski.
- Wszystko realizuje się tak, jak pan burmistrz proponował. Funkcjonujemy na zasadach, które pan burmistrz zaproponował, trzymamy się tego i na dzień dzisiejszy pewnie nie jesteśmy w stanie więcej zrobić - Adam Szczerba.
- Mi też nie pasuje ten dysonans kierowniczy, przywódczy. Przeszkadza mi, to że szliście z tymi samymi słowami i to, że się rozstaliście, bardzo mi przeszkadza. Ja wolę rozmawiać z ludźmi i dojść do kompromisu. I proponuję usiąść i się dogadać. Wiem, że to jest ciężkie, bardzo ciężkie, ale trzeba spróbować - zakończył Marcin Turowski.
O tym, jak trudno ta współpraca przebiega mówił zarówno burmistrz, jak i radni.
- To jest dowód, że obserwujemy tę rzeczywistość przez pryzmat emocji. Dużo dyskutujemy nad rzeczami, które można było poprawić. Ale mnóstwo rzeczy nam wyszło, nasz sukces śmieciowy jest dyskutowany w całej Polsce. Powinniśmy zważyć racjonalnie kategorię problemów, o których mówimy. Ja państwu ufam, chociaż jestem rozczarowany wynikami wspólnej pracy, dlatego oczekuję od państwa, że dla dobra wspólnego państwo też mi będą ufać. Ale pewnie ze względu na uniesienie emocjonalne zamieniła się ta dyskusja w korowód różnego rodzaju rzeczy, które nam nie wyszły. Miejmy świadomość proporcji. Mnóstwo rzeczy ma wyszło. Myślę, że 75% w stosunku do 25%, nad którymi dyskutujemy, ale to po to, żeby były lepsze - mówił Piotr Płochocki.
- Wiele rzeczy wyszło, pełna zgoda. To zasługa naczelników, bo ogarniają, w końcu ogarniają te tematy i to wychodzi. Ale dlaczego nawet jak coś wychodzi, to rodzi się w bólach? Przykład Przedszkola nr 4 - gdy mieliśmy rodziców w korytarzu, pod pana gabinetem. Po co takie emocje? Tam rodzice płakali. Sposób, w jaki coś osiągamy, to naprawdę, to jest duże poświęcenie wielu osób, mieszkańców, urzędników, radnych - mówił Adam Wrzosek.
- Diabeł tkwi w szczegółach. Wiele sytuacji i napięć wynika z niedoinformowania, nadinterpretowania pewnych sytuacji. W życiu nie unikniemy konfliktów, ale najważniejsze, żeby je umieć rozwiązywać, szanować się nawzajem i dawać sobie kredyt zaufania, oczywiście robić sprawdzam. Ale wiele napięć z tego wynika, że niektórzy przesadzają w intensywności, napastliwości albo podejrzliwości. To chyba z tego wynika, z tych drobiazgów, z podejrzewania, że ta druga strona oszuka - mówił Artur Laskowski.
Na co Adam Szczerba odpowiedział doświadczeniami ostatnich dwóch lat współpracy z burmistrzem:
- To jest efekt dwóch lat, gdy ufaliśmy, dostawaliśmy informacje, perspektywę jedną, po czym drugą i dlatego zaczęliśmy pewne rzeczy sprawdzać. Pan burmistrz dostał rok temu wotum zaufania jednym głosem, to była ewidentna żółta karta, i z mojego punktu widzenia nie zmieniło się nic. Na zaufanie się pracuje. To jest dwa lata pracy na to, żeby tak było, że wszystko sprawdzamy, mierzymy.
Katarzyna Wysocka zwróciła uwagę na jeszcze inne aspekty działalności burmistrza:
- Brakuje mi w postępowaniu pana burmistrza decyzyjności. Spotykamy się, rozmawiamy, koncepcja taka, taka i nie ma decyzji. Tak było w przypadku budynku przychodni, która przeszła nam koło nosa, tak jest w przypadku hali przy SP nr 2. Zróbmy coś. Trzeba podjąć jedną męską decyzję, wybrać coś, podjąć działania, szukać środków i zacząć robić, bo jeszcze od gadania to się nic nie zrobiło - stwierdziła. - Jeżeli natomiast chodzi o działania "miękkie", jak oświata, tu potrzebujemy koncepcji długoletniej i robienie działań ad hoc, nagłych, z zaskoczenia, które zaskakują i radnych, i rodziców, to potem się to kończy się tym, że trzeba gasić pożary na bieżąco. W kwestii inwestycji potrzeba decyzji, ale w sprawach oświatowych trzeba zachować rozwagę. Brakuje mi też takiego wyjścia i nawiązywania relacji, pozyskiwania środków od marszałka, wojewody, uczestnictwa w różnych spotkaniach, konferencjach samorządowych, gdzie buduje się relacje, gdzie zdobywa się doświadczenie, pomysły na przyszłość - tego mi brakuje. To wotum zaufania powinno być przyczynkiem do zastanowienia się nad postępowaniem. Padały różne kwestie współpracy, natomiast musi pan przemyśleć sprawę i na pewno zaognianie sytuacji dziś na sesji nie jest dobre - podsumowała radna KO.
Podsumowania dyskusji dokonał radny Radosław Biernacki, który przedstawił stanowisko Klubu Radnych Wspólnoty Samorządowej Wyszków:
- Z troską o przyszłość Wyszkowa stwierdzamy, że bilans dotychczasowego funkcjonowania obecnych władz gminy musimy ocenić negatywnie. Odpowiedzialność za ten stan ponosi nie tylko burmistrz Piotr Płochocki, ale również radni wybrani z jego komitetu, którzy współtworzyli obecny układ władzy, wspierali jego najważniejsze decyzje, a następnie dopuścili do głębokiego kryzysu we własnym środowisku. Najpoważniejszym problemem wydaje nam się narastający konflikt pomiędzy burmistrzem a radnymi, którzy jeszcze niedawno stanowili jego polityczne zaplecze. Zamiast współpracy, odpowiedzialności i wspólnej realizacji programu wyborczego, obserwujemy wzajemne oskarżenia, spory o budżet, inwestycje i kierunki rozwoju gminy. Ten konflikt osłabia samorząd i odsuwa na dalszy plan sprawy mieszkańców. Nie interesuje nas kolejny polityczny spór na sali obrad. Interesuje nas, czy Wyszków jest zarządzany skutecznie, przewidywalnie i według jasno określonych priorytetów. Niepokój budzi również sytuacja w Urzędzie Miejskim. Odchodzenie doświadczonych pracowników i kolejne zmiany kadrowe osłabiają stabilność administracji oraz jej zdolność do sprawnej realizacji zadań. Wyszków potrzebuje władz, ludzi, którzy potrafią ze sobą rozmawiać, brać odpowiedzialność za swoje decyzje i działać ponad politycznymi sporami. Najważniejsi są mieszkańcy. To ich sprawy - bezpieczeństwo i wygoda życia - powinny być w centrum każdej decyzji. Właśnie tego dziś od was oczekujemy - powiedział.
- Cieszę się, że te słowa padają ze strony radnych Wspólnoty Samorządowej, które w poprzedniej kadencji w ramach tej współpracy współpracy klepała wszystko jak leci i akceptowała każdą decyzje pana burmistrza. Skończyło się to dla was tym, że po 20 latach władzy jesteście tu w trzech. Dziękuję za taką odpowiedzialność - skwitował Adam Szczerba.
- Pamiętam, jak wyglądały głosowania w poprzedniej kadencji. Czy koledzy chcą, żebyśmy przyklepywali wszystko jak leci i byśmy byli pod pantoflem burmistrza? - dodała Monika Bieżuńska.
Radosław Biernacki odpowiadał:
- Przypominam sobie początki tej kadencji i macie jedną tezę, że wszystko było przyklepywane. Nie o to chodziło w naszym stanowisku. Chodzi o współpracę ponad politycznymi podziałami na rzecz gminy Wyszków, a jak to wygląda, to widzą mieszkańcy Wyszkowa a pracownicy od pewnego czasu o tym wiedzą.
- To, że się nie zgadzamy z burmistrzem, czy mamy jakieś uwagi, to nie znaczy, że działamy źle i wbrew mieszkańcom gminy. Decyzje podejmujemy najkorzystniejsze, jakie mogą być dla mieszkańców - zapewniła radna Monika Bieżuńska.
W głosowaniu Rada Miejska nie udzieliła burmistrzowi Piotrowi Płochockiemu wotum zaufania. Za jego przyjęciem nie oddał głosu żaden z 18 obecnych na sesji radnych. Przeciw udzieleniu wotum zaufania zagłosowało 10 radnych: Monika Bieżuńska, Artur Brzeziński, Michał Mielcarz, Adam Szczerba, Adam Wrzosek, Paweł Zawadzki z "WIS Masz-Wybór", Waldemar Karłowicz, Joanna Kulesza, Barbara Łapińska, Piotr Pokraśniewicz z Klubu Radnych PiS.
Od głosu wstrzymało się 8 radnych: Radosław Biernacki, Wojciech Rojek, Mateusz Śniadała ze "Wspólnoty Samorządowej", Lidia Błachnio, Katarzyna Wysocka z komitetu KO, Marcin Król, Marcin Turowski z Razem dla Ziemi Wyszkowskiej oraz Justyna Tchórzewska z PiS.
Radni Bogdan Osik, Paweł Turek i Mateusz Wyszyński nie byli obecni na sesji.
Bez rozstrzygnięcia - także po raz pierwszy w historii wyszkowskiego samorządu - pozostała kwestia absolutorium dla burmistrza, o czym napiszemy niebawem.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tubawyszkowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Plan ogólny. Mieszkańcy stracą możliwość zabudowy?
Dlaczego ma nie być wałów jak jest to teren zamieszkały ? Dlaczego nie jest zabezpieczony teren przy wejściu Rudy do Bugu i cofka wyrządza szkody ? Dlaczego Wody Polskie nie zabezpieczają terenów zabudowanych, jak zarządzają rzeką Bug ? Dlaczego Starosta Wyszkowska nie reaguje a reprezentuje właściciela rzeki czyli Skarb Państwa ? Czy wystarczy, że pokaże sie z workami na piasek i to starczy ? Burmistrz też powinien zmienić swój mental i zauważyć, że ludzie chca mieszkać nie tylko w blokach ale i domkach jednorodzinnych, które zbudowali legalnie podobnie jak działki, które kupili notarialnie. Technologie budowy domów sie zmieniają , następuje postęp przy zabezpieczaniu się przed podtopieniami. Rybienko Leśne to tereny willowe, tylko ich reprezentanci powinni postępować profesjonalnie a nie jak pieniacze, którzy myślą, że krzykiem mogą coś zmienić i zadawalają się drobnymi inwestycjami jak to było za poprzedniej władzy.
observer
10:09, 2026-07-03
Wyszkowianin dyrektorem wojewódzkiego szpitala
Jakie są dokonania tego byłego lub obecnego szefa struktur PSL w gminie Wyszków i jednego z głównych w powiecie wyszkowskim ? PSL na terenie Wyszkowa zasnął wiele lat temu albo był rozgrywany jak to pokazał kandydat z PSL na senatora z Makowa przez Nowosa za stołki i stołeczki i działania od wewnątrz. Niestety taki mamy klimat w Wyszkowie a przeciętniactwo jest promowane, nie tylko w tej partii.
observer
09:46, 2026-07-03
100 lat służby i poświęcenia
Dzięki pierwszemu kibolowi straż bez pieniędzy a Polska bez technologii drogowych z Ukrainy. Dziękujemy za bezbronność i udany sabotaż.
Patriota
00:06, 2026-07-03
Wyszkowianin dyrektorem wojewódzkiego szpitala
To żarcik redaktorki po zajściach w szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie wybitny partyjniak -specjalista Kacprzyk z KO przytulił wysokie apanaże nie mając nawet specjalizacji. Proszę posłuchać Zandberga i jego wywiad o partyjniakach z PSL z całego województwa mazowieckiego zatrudnionych w spółkach podległych marszałkowi województwa , którym odpłaca za polityczne poparcie. Do kogo należy to Centrum Medyczne w Pruszkowie ? Może redaktorka sprawdzi czy ten specjalista jeszcze nie przytulił członka w radach nadzorczych i gdzie ? Partyjniactwo ogarnęło całe życie publiczne. Sekretarz w urzędzie to powinien być specjalista z dużym doświadczeniem a jak jest w naszym powiecie, a u nas te miejsca zajmują partyjniacy o umiejętnościach jak pokazały ostatnie wybory samorządowe. Nic dziwnego, że Wyszków tonie przy dosyć dobrym położeniu i koniunkturze.
katastrofa
15:57, 2026-07-02