Miasto

Zamknij

Dodaj komentarz

„Ta kadencja to gaszenie pożarów”. Były burmistrz Grzegorz Nowosielski o sytuacji w Wyszkowie

Elwira Czechowska Elwira Czechowska 22:15, 21.05.2026 Aktualizacja: 00:30, 22.05.2026
Skomentuj "Ta kadencja to gaszenie pożarów”. Były burmistrz o sytuacji w Wyszkowie

Spis treści

Dwa lata po zmianie władzy w Wyszkowie były burmistrz Grzegorz Nowosielski wystawia obecnym rządzącym surową ocenę. Mówi o paraliżującym konflikcie między burmistrzem a Radą Miejską, braku strategii rozwoju, chaosie komunikacyjnym i polityce „gaszenia pożarów”, która zastąpiła program działania. - Ta władza szybko utraciła świeżość i weszła w stare urzędnicze buty - ocenia. O możliwym referendum mówi: poparłby, ale tylko gdyby dotyczyło i burmistrza, i Rady.

 

Więcej polityki niż pracy

- Kto dziś rządzi Wyszkowem?

- Nie do końca wiadomo. Mam wrażenie, że i radni, i burmistrz wzajemnie przeciągają sprawy w swoją stronę. Oczywiście, w każdym samorządzie jest sfera polityki i sfera takiej pracy samorządowej, tylko dobrze by było, gdyby właściwe proporcje tego wszystkiego zostały zachowane. Mam wrażenie, że za mojej kadencji 80 proc. czasu poświęcaliśmy na pracę, a 20 proc. na politykę, tak w tej chwili te proporcje się odwróciły. Absolutnie w tej chwili jest więcej polityki w samorządzie, dlatego, że między burmistrzem a Radą Miejską jest ewidentny konflikt. W związku z tym, ja nie widzę działań, tylko komunikaty, które ogłaszają zgaszenie kolejnych pożarów. I to zarówno z jednej, jak i z drugiej strony.

Wydaje mi się, że ten brak współpracy właśnie skutkuje tym, że nie wiadomo do końca, kto rządzi w Wyszkowie, bo to zależy w jakiej kwestii, na jakiej płaszczyźnie, na jakim odcinku i którego dnia. Radni np. jadą bez wsparcia Urzędu Miejskiego załatwiać sprawy dla miasta w różnych instytucjach. Oczywiście bez wsparcia merytorycznego urzędu i poparcia władzy wykonawczej to będzie bezskuteczne. Burmistrz bez wsparcia Rady próbuje z kolei przeforsować jakieś inicjatyw, które są hamowane. Na dziś można powiedzieć, że jedna i druga strona skuteczna jest we wzajemnym blokowaniu, a nie w osiąganiu efektów, co po dwóch latach widać wyraźnie.

- Kilka miesięcy po wyborach, pytany w wywiadzie o ocenę pracy Piotra Płochockiego, był Pan powściągliwy. Czy dziś, po upływie dwóch lat kadencji, pokusi się Pan już o opinię i komentarz?

- Zbliżamy się do połowy kadencji i to jest uprawniony czas do pewnych podsumowania, choć oczywiście nie można całej kadencji podsumowywać w jej połowie. Cały czas możemy dawać szansę tej władzy na realizację własnego programu czy też wdrożenie wielu działań, natomiast posłużę się cytatem, który „Wąski” powiedział w „Killerze”: „Parę niedociągnięć jest”. Na co „Siara” odpowiedział: „Niedociągnięć? A gdzie tu są dociągnięcia?”.

Żartuję trochę, ale mówimy przecież o poważnych sprawach, bo czasy samorządowo mamy trudne: kryzys demograficzny, kryzys klimatyczny, kryzys komunikacyjny i wykluczenie komunikacyjne, kryzys finansowy, zagrożenia zewnętrzne jak wojna na Ukrainie i tak można by wymieniać wiele innych. Czy nasza wyszkowska władza odpowiada na te wszystkie kryzysy jakąś spójną strategią i planem deklarowanych działań? Ja po prostu tego na ten moment nie widzę.

- Czy te dwa lata możemy traktować jako czas na naukę, a teraz już powinniśmy oczekiwać efektów, strategii, konkretów?

- Dziś to nie jest problemem, że burmistrz obejmując urząd nie miał doświadczenia, a może jeszcze przez te dwa lata go nie zdobył. Największym problemem samorządu wyszkowskiego jest wcale niegasnący, a ciągle pielęgnowany i podsycany konflikt. Odnoszę wrażenie, że ten konflikt zastąpił program działania. Jedna i druga strona żyje tym konfliktem, podsyca go, być może nawet niektórzy dobrze się w tym czują i uważają, że budują się na tym politycznie i społecznie.

- Kto?

- Na przykład przewodniczący Rady Miejskiej. Myślę, że świetnie się czuje w roli opozycjonisty i nawet w momencie, gdy wygrał wybory i uzyskał większość w Radzie, większość koalicyjną i jego kandydat został burmistrzem, to mentalnie lepiej się odnajduje w roli opozycjonisty.

- Komu to służy?

- Na pewno nie mieszkańcom. To już dziś nie jest kwestia braku doświadczenia, nawet braku wizji, tylko właśnie ten konflikt jest najbardziej destrukcyjny dla naszego miasta i gminy. Po dwóch  latach nie jest słabe nawet to, że popełniliśmy jako samorząd ileś błędów, tylko że nie ma żadnej refleksji nad tym, że je popełniliśmy i żadnego działania, żeby ich nie popełniać.

- Czy taką refleksją nie było rozstanie się koalicjantów, tzn. radnych i burmistrza? Czy to nie był moment refleksji, że skoro współpraca się nie układa, to dalej tak się nie da i trzeba przetasować karty?

- Tylko co to nam dało? To była oczywiście jakaś demonstracja, ale dla przeciętnego mieszkańca Wyszkowa to po prostu nic nie oznacza. Nie oznacza zwiększenia inwestycji, poprawienia ich jakości, poprawy zarządzania miastem, itd. Ja odczytałem to tylko wyłącznie jako deklarację polityczną. Bo pytanie, co za tym wycofaniem poparcia dla burmistrza, co my jako mieszkańcy Wyszkowa mamy oczekiwać? Co nam większość w Radzie oferuje w zamian za zmianę tej sytuacji i wyjście z koalicji burmistrzem.

- Czy dobrze odczytuję, że winy za zaistniałą sytuację nie rozkłada Pan równomiernie na burmistrza i na radnych tylko raczej ta szala przechyla się w stronę radnych, a personalnie w stronę lidera klubu z największą liczbą mandatów?

- Nie chciałbym być w tej sprawie sędzią, bo jestem daleko od tych spraw. Nie uczestniczyłem w wewnętrznych spotkaniach „WiS Masz Wybór”, nawet nie jestem w stanie oglądać transmisji Rad Miejskich, natomiast tak czy inaczej to przewodniczący Rady był jednym z liderów komitetu i ja nie czuję, że wziął odpowiedzialność za wygrane wybory. W tej chwili Rada Miejska wzięła odpowiedzialność za uchwalony budżet, za zaproponowane w tym budżecie inwestycje i skalkulowanie dochodów. Obawiam się, że mogą być olbrzymie kłopoty ze zrealizowaniem tego budżetu w każdym z tych aspektów.

- No to pytanie, czy tak się da rządzić i jak długo?

- Demokracja mówi jasno, wybory co 5 lat, więc mamy jeszcze 3 lata podobnej sytuacji. Nie widzę z żadnej strony jakichś symptomów na ugodę i współpracę między burmistrzem a Radą. Będziemy generalnie tracili jako miasto, wytracali szanse, które gdzieś się pojawiają. Proszę zauważyć, że na każdym odcinku, którego dotkniemy, widzimy jakieś deficyty. Dwa lata temu, kiedy Piotr Płochocki wygrał wybory, były obawy w Urzędzie, że nastąpią duże zmiany personalne, a dziś mam wrażenie, to burmistrz boi się kolejnych odejść pracowników, którzy sami z własnej woli opuszczają Urząd, znajdując zatrudnienie gdzie indziej. Ostatnie odejścia pracowników to chyba nie były ostatnie w tej kadencji. Słyszałem, że szykują się inni i rozglądają się za ofertami pracy, co będzie prowadziło do pogorszenia jakości pracy Urzędu. I znowu, jedna i druga strona tego konfliktu uważa, że to jest wina strony przeciwnej. Burmistrz uważa, że to radni doprowadzili do tego, że pracownicy nie chcą pracować w takiej atmosferze, a radni, z którymi rozmawiałem, uważają, że to burmistrz doprowadził do sytuacji takiej, w której ludzie nie chcą pracować z takim szefem. Myślę, że jedna i druga strona ma tutaj sobie sporo do zarzucenia.

Ta władza szybko straciła świeżość

- Słyszałam takie komentarze, że gdyby wybory wygrał Leszek Marszał, to dokonałby większych zmian kadrowych, niż zrobił to zapowiadający zmiany Piotr Płochocki.

- To jest pytanie do Leszka Marszała a nie do mnie. Nie wiem, jak poukładałby urząd. Na pewno nie byłby i w działaniu, i w zarządzaniu moją kopią. Poukładałby po swojemu. Jak to by wyglądało? Na pewno inaczej.

- Czy Piotr Płochocki nie stał się trochę zakładnikiem urzędników?

- Nie wiem, czy burmistrz stracił poparcie swojego środowiska, bo to pewne, że jest w konflikcie z większością w Radzie, ale przecież ten komitet i środowisko było większe. Nie wiem, jak wygląda sytuacja. Ale jeżeli burmistrz uważa, że jego zapleczem politycznym stanie się Urząd, jest to największy błąd w planowaniu przyszłości politycznej, ponieważ urzędnicy chcą po prostu pracować w urzędzie a nie angażować się w wybory i stawać politycznie po stronie szefa. Dopóki pracują w urzędzie, chcą wykonywać jak najlepiej swoja pracę merytorycznie, ale oddzielają sferę polityki samorządowej od sfery urzędniczej i nie chcą być angażowani w działania polityczne. U nas akurat był jeden burmistrz przez 20 lat, ale w wielu samorządach władze zmieniają się co jedną, dwie kadencje i ci urzędnicy chcą pracować z kolejnymi szefami, wykonując merytorycznie swoją pracę, bo jeśli zaczną się angażować, to będą traktowani jak politycy, a nie urzędnicy. Więc jeżeli burmistrz chciałby zręby swojego przyszłego komitetu wyborczego założyć w oparciu o urzędników, to się po prostu nie uda.  

Dołącz do nas na Facebooku!Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i fotorelacje. Jesteśmy tam, gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

- Jakie opinie po dwóch latach obecnej kadencji docierają do Pana od mieszkańców Wyszkowa?

- Z oczywistych powodów do mnie docierają negatywne, dlatego, że ludzie uważają, że ja jako były burmistrz jestem przeciwnikiem z zasady nowej władzy, nowego burmistrza, A tak nie jest. To nie jest tak, że wszystkie działania krytykuję. Dziś patrzę bardziej z punktu widzenia mieszkańca i kogoś, kto ma trochę doświadczenia samorządowego, a nie aktywnego gracza na lokalnej scenie politycznej. Często ludzie mówią to, co uważają, że ktoś chce usłyszeć, więc opinia ta nie jest miarodajna, ale rzeczywiście jest negatywna co do działań naszego samorządu.

- A co najbardziej zaskoczyło Pana?

- Ja osobiście jestem bardzo zaskoczony nie tym, co przez te dwa lata się działo, ale tym, co się nie wydarzyło. Bo ja rozumiem, dlaczego przez dwa lata nie powstała zapowiadana kładka, dlaczego nie powstała stajnia, dlaczego slip, który miał być slipem, a w planach rozrósł się do małego portu, jest w powijakach i jeszcze wiele aspektów. Ale nie rozumiem, dlaczego środowisko, które szło z hasłami partycypacji społecznej tak zamknęło się na komunikację. I mówię tu o całym komitecie - nie tylko o panu burmistrzu, ale też klubie WIS Masz Wybór. Ja nie widzę tych spotkań z mieszkańcami, tych uzgodnień, które miały być tak naprawdę dotyczące wszystkich ważniejszych rzeczy, nie widzę tych nowych kanałów komunikacyjnych ze społeczeństwem i uważam, że brak komunikacji jest wyznacznikiem tej władzy.

Przecież pamiętamy, że to środowisko przed wyborami organizowało debaty publiczne w bibliotece, czy na dworcu, w których brali udział przedstawiciele Urzędu, różnych środowisk. I co  się stało, że po wyborach wszelkie te działania przestały być cenione, atrakcyjne i organizowane? Myślę, że dziś większość w Radzie i pan burmistrz przekonują się bardzo boleśnie, że łatwiej jest wygrać wybory niż później sprawować władzę. I łatwiej wygrać wybory niż później ją utrzymać.

Pewne rzeczy są szczegółami w ocenie tej władzy, ale generalnie pokazują jakby mentalność. Np. przed wyborami wynikła kwestia zamknięcia szlabanu przy Urzędzie Skarbowym. Z Adamem Szczerbą i Piotrem Płochockim, z ich inicjatywy, byłem w Urzędzie Skarbowym jako urzędujący burmistrz i wypracowaliśmy rozwiązanie, które gmina miała wdrożyć przy współpracy z US i ten szlaban miał być otwierany. Naprawdę nie ma usprawiedliwienia, gdy obaj panowie od dwóch lat współrządzą, nawet jeśli są w konflikcie, że ten szlaban nadal jest zamknięty.

Podobnie to środowisko działało na rzecz wyremontowania i ustawienia obelisku. Nie zauważyłem tych działań już po wyborach. No to albo panowie skupiają się na przeciąganiu władzy między sobą, albo wcześniej robili to tylko po to, żeby zyskać poparcie społeczne. To w takim razie po co zaangażowali tych kilkanaście osób, które stały i zbierały kilka tysięcy podpisów pod tym, żeby szlaban był otwarty? Po co była ta cała akcja w niedzielę pod kościołem, jeżeli cały projekt przestał być ważny, gdy panowie objęli ważne funkcje w mieście? To przykład, ale pokazuje pewną mentalność, że coś, co było ważne do wyborów, przestało być ważne po wyborach. Czyli ta władza bardzo szybko straciła świeżość, a bardzo szybko weszła w skostniałe buty urzędnicze, które pasują, jak to staremu urzędnikowi, który nic nie zauważa i nic mu nie przeszkadza.

- To dlatego Pan już nie kandydował na burmistrza?

- Ja sam dlatego nie startowałem w wyborach, bo wydawało mi się, że przez te 20 lat zmieniło się bardzo dużo w kwestii struktury społecznej. Nie ukrywam, że po wyborach, które - przynajmniej na poziomie gminnym - były dla mnie co najmniej niesatysfakcjonujące, uważałem, że parę nowych, świeżych elementów ta ekipa wniesie. Partycypacja społeczna, działania z poziomu ruchów miejskich, relacje na poziomie władza-miasto, władza-ludzie, samorząd-inne urzędy i instytucje. Nic takiego się nie stało. O ile z tych wszystkich obietnic powiedzmy infrastrukturalnych na tym etapie ja bym ich jeszcze nie rozliczał i poczekał do końca kadencji, o tyle wszystkie te działania miękkie, gdzie nie trzeba ani pieniędzy, ani specjalnych uchwał czy podstawy prawnej, aby działać, one powinny być wdrożone od początku tej kadencji, ale dalej nie jest za późno i gdyby przyszła refleksja, to na każdym poziomie można je wdrożyć.

- Jeśli chodzi o świeżość, brak komunikacji - pojawiły się nowe kanały. Burmistrz przez pewien czas intensywnie komunikował się z mieszkańcami za pośrednictwem social mediów, rolek, filmów. To nie była odpowiedź na Pana oczekiwania?

- Przez chwilę rzeczywiście była taka świeżość, bo ja na przykład tych rolek nie nagrywałem - nie chciałem na koniec kadencji zmieniać swojego stylu i uznałem, że zostawiam to następcy. Natomiast to były komunikaty, a nie komunikacja. Komunikacja jest w dwie strony. Ja z zaciekawieniem obejrzałem pierwszą rolkę dotyczącą stajni, drugą o stajni obejrzałem z uwagą, ale piętnastej już nie obejrzałem. Rozumiem, że to temat bardzo istotny osobiście dla burmistrza, bo interesował się nim, zanim został burmistrzem, natomiast nie wszyscy mieszkańcy z zapartym tchem czekają, aż powstanie - no właśnie, nie wiadomo co do końca - ale aż powstanie stajnia. Komunikaty są dobre, ale bardzo dobre są też bezpośrednie spotkania, nazywane garażowymi. Były wybory sołtysów. Dla mnie osobiście po pierwszych wyborach to była świetna okazja, aby zapoznać się z ludźmi, z terenu, z lokalnymi liderami. Nie wiem, na ilu takich spotkaniach po wyborach był pan burmistrz Płochocki?

- Miał od tego zastępcę...

- Ale ludzie głosują na burmistrza. Ja bardzo szybko to zrozumiałem. Oczywiście dobry zastępca jest świetnym wsparciem, urzędnicy są podporą, w wyborach bezpośrednich jest bardzo silny mandat, ale ludzie oczekują bezpośredniego kontaktu, więc również burmistrz powinien na takich spotkaniach być osobiście.

- Jak ocenia Pan powołanie Artura Laskowskiego, z którym Pan w przeszłości współpracował, na zastępcę burmistrza?

- Chciałbym ocenić to po efektach, za jakiś czas. Zobaczymy, jakie rezultaty przyniesie ta współpraca. Nowy zastępca to czasami nowe otwarcie, pewna czysta karta, którą można dobrze wykorzystać i zbudować na niej lepsze relacje. Na ten moment mam jednak wrażenie, że zastępca burmistrza wszedł w swoją rolę przede wszystkim jako osoba wspierająca i broniąca stanowiska burmistrza, co momentami nadawało tej relacji bardziej konfrontacyjny charakter. Liczyłem natomiast, że będzie próbował pełnić rolę pomostu pomiędzy burmistrzem a Radą. W sferze deklaracji to wybrzmiało, jednak w praktyce trudno dziś mówić o wyraźnej zmianie jakości współpracy. Podczas debat na sesjach i komisjach nadal widać, że tej współpracy brakuje. Natomiast kwestie merytoryczne będzie można uczciwie ocenić dopiero po pewnym czasie.

Nie słyszałem w mazowieckich instytucjach, że jesteśmy tam partnerem

- Ze względów zawodowych patrzy Pan aktualnie na Wyszków z perspektywy innego miasta. Jak widzą nas sąsiedzi?

- To jest jeden z niewielu przypadków, gdy burmistrz nie ma nawet jednego radnego w Radzie, który deklaruje wprost poparcie dla jego działań. Bywają samorządy, zwłaszcza tam, gdzie nowy włodarz wygrywa pierwszą kadencję, ale zazwyczaj ma za sobą kilku czy kilkunastu radnych, którzy popierają jego działania, natomiast u nas odwrotnie - najpierw burmistrz miał, potem szybko utracił tę większość. I to budzi zdziwienie i próby doszukania się powodów takiego szybkiego rozstania. Zazwyczaj takie rozstania powodowane są jednym sporem, np. potrzebna ale kontrowersyjna decyzja typu lokalizacja oczyszczalni ścieków, zakładu utylizacji śmieci, kontrowersja jedna, która dzieli bardzo mocno radnych i burmistrza. U nas nic takiego nie było. Ja nie odbieram, że to rozstanie spowodował jakiś konflikt merytoryczny, dotyczący samorządu, raczej chodziło o brak komunikacji, uzgodnień, może różne wyobrażenia. Mam wrażenie, że przewodniczący Rady próbował parę razy wchodzić dosyć wyraźnie w kompetencje burmistrza albo pokazać, że dalej jest liderem tego środowiska.

- Jaka jest w tej chwili pozycja Wyszkowa na mapie Mazowsza? Czy miasto jest silnym partnerem chociażby dla innych samorządów, instytucji?

- Wyszków powinien być silnym partnerem, bo jest dużym satelickim miastem niedaleko stolicy. Bardzo pozytywnie odczuwamy jej niedaleką odległość. Czy jest? Nie znam relacji pana burmistrza z instytucjami choćby województwa, ale po dwóch latach kadencji oczekiwałem, że burmistrz jest znany samorządowi województwa, wojewodzie, wicewojewodom, jest bywalcem kilku strategicznych ministerstw dla samorządów, że jesteśmy jakimś graczem na poziomie Związku Miast Polskich jako najważniejszej korporacji samorządowej. A nie słyszałem nigdzie w tych instytucjach, że jesteśmy tam partnerem, interesantem, wnioskodawcą. Być może mnie to ominęło, ale taka wiedza do mnie nie dotarła.

- Czy po tych dwóch latach możemy powiedzieć, że Wyszków coś już bezpowrotnie utracił albo jest na takiej drodze?

- Proszę zauważyć, że powiat wyszkowski co roku pozyskuje kilkanaście milionów złotych na drogi. Wyszków w programie u wojewody, w którym wcześniej pozyskiwał dotacje, nie dostał ich. Wszystkie pieniądze, które spłynęły przez te dwa lata (Polski Ład, Ministerstwo Sportu i kilka innych funduszy), były już zakontraktowane przez poprzednią kadencję. Oprócz ul. Sikorskiego, która też była złożona i zaprojektowana w poprzedniej kadencji, ja nie odczytuję żadnych większych sukcesów w pozyskiwaniu środków, ale ciągle mamy tę szansę, bo zazwyczaj sieje się na początku kadencji, a zbiera pod koniec kadencji. Ciągle mamy tę szansę.

- Co zasiał w pierwszej części kadencji burmistrz Piotr Płochocki?

- Nie mam wiedzy operacyjnej z Urzędu, ale mam nadzieję, że jednak jakieś działania się tlą. Jeśli chodzi o pieniądze od wojewody, to nie wiem, dlaczego nie udało się pozyskać ani razu tych środków. Przecież zostali ci sami urzędnicy, ci sami projektanci. To też jest ciekawe spostrzeżenie, że to środowisko i pan burmistrz szli z hasłami wymiany również wszystkich usługodawców. Tak naprawdę zostali ci sami projektanci, ci sami inspektorzy nadzoru, ci sami wykonawcy, i coś się takiego zatarło, że te środki nie zostały skutecznie pozyskane.

- Burmistrz mówi, że jest apolityczny - może to dlatego?

- Ja przez 20 lat współpracowałem z wojewodami z SLD, PO, PiS i jakoś nie musiałem się do żadnej z tych partii zapisywać. Marszałek województwa jest z PSL i zawsze miałem bardzo dobre relacje z Urzędem Marszałkowskim. To jest bardzo dobrze, że burmistrz jest apolityczny, bo gdyby się przypisał do konkretnej partii, to może nie byłby akceptowany przez innych. To chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.

- Jest za mało skuteczny?

- Efekty są tutaj najlepszym wyznacznikiem. Kolega, który pracuje w Mazowieckim Zarządzie Dróg Wojewódzkich mówi, że wójtowie i burmistrzowie nacierają i mocno zabiegają tam o inwestycje. Nie wiem, ile razy delegacja z panem burmistrzem - bo to jednak on jest partnerem do rozmowy z MZDW, nie radni - była w MZDW i rozmawiała o przebudowie ul. Pułtuskiej i rondzie na Sikorskiego. A temat nie jest nowy, tylko ciągnie się od 10 lat, więc pora chyba go finalizować.

- No to może właśnie stąd te wizyty radnych z MZDW czy GDDKiA, bo wizyt burmistrza nie ma?

- Tak, tylko ja cały czas podkreślam, że mieszkańcy oczekują efektów i pytanie, czy radni, którzy jadą, to mają wiedzę dotyczącą własności nieruchomości, działek, mediów, uzgodnień z gestorami? No nie mają takiej wiedzy technicznej. Jeśli chcemy, żeby to było skuteczne, to panowie - jak za sobą nie przepadają, to niech jadą dwoma różnymi samochodami - ale powinni być razem, czyli burmistrz najlepiej z urzędnikami, radni - wtedy to może być skuteczne. Nie słyszałem o żadnej innej gminie, gdzie to radni sami chodzą i to bez upoważnienia burmistrza.

Znamy swoje miejsce w szeregu

- W poprzednich kadencjach decyzje zapadały poza sesjami, można powiedzieć, że w zaciszu gabinetów. Teraz to na sesjach każdy ma możliwość usłyszeć opinię i argumenty poszczególnego radnego, a stanowiska wypracowywane są przy otwartej kurtynie. Czy Panu podoba się taki styl pracy Rady Miejskiej?

- Można powiedzieć tylko tyle, że role się odwróciły. Teraz radni "Wspólnoty Samorządowej", którzy są w opozycji, są krytykowani, że podnoszą jakieś tematy na sesji, a nie na komisji. I uwaga! Mówią to te osoby, które dokładnie tak samo robiły w poprzedniej kadencji. To nie jest tak, że na komisjach nie było merytorycznych dyskusji. One były, tylko mniej burzliwe, bo poziom emocji był mniejszy. Wydaje mi się, że w dobrym stylu jest, kiedy koalicja wychodzi z jakimś uzgodnionym tematem na komisję czy na Radę, a nie wzajemnie się spiera i ta wypadkowa w głosowaniach jest dosyć przypadkowa, bo pojawiają się nowe tezy, argumenty, emocje i radni na koniec dnia głosują inaczej niż zakładali przed sesją.

- Czy jest Pan zadowolony z pracy radnych "Wspólnoty Samorządowej"?

- To jest mały klub, trzyosobowy. Są aktywni, merytoryczni i znamy swoje miejsce w szeregu. Jesteśmy opozycją, podsuwamy dobre rozwiązania, z których czasami radni koalicji również korzystają i je wprowadzają. Podoba mi się styl, który jest niekonfrontacyjny, niepersonalny. Radni raczej odnoszą się do problemów, a nie do ludzi i generalnie oceniam ich pozytywnie.

- Zaburzył się trochę w naszym samorządzie klasyczny podział na koalicję opozycję. Radny Paweł Turek na większość koalicyjną w Radzie Miejskiej użył ostatnio określenia „opozycja rządząca”. Ale patrząc na radnych będących w mniejszości i wyniki niektórych ich głosowań, to momentami trudno ich nazwać opozycją, bo to oni bywają wsparciem dla burmistrza. Jak Pan to ocenia?

- Nie chciałbym oceniać poszczególnych klubów i radnych, bo od oceny są ich wyborcy. Czasami też obserwując dyskusje, a później głosowania, to dziwię się wynikowi głosowania, bo ton dyskusji zmierzałby do innego głosowania. Nie wiem z  czego to wynika. Ja jestem jednak daleko od tej rady, i nie potrafię wczuć się w intencje, ale rzeczywiście niektóre głosowania budzą moje zdziwienie. Może to jest próba zbudowania jakiejś koalicji ponad podziałami dla niektórych spraw przez niektórych radnych? Może niektórzy chcą pokazać swoją otwartość na jakieś porozumienie co do pewnych kwestii? Staram się z tej sytuacji odczytać pozytywne aspekty, że może niektórzy radni chcą pokazać swoją otwartość na porozumienie co do pewnych kwestii.

- Czy po tym, jak radni zerwali koalicję z burmistrzem, były ze strony Piotra Płochockiego próby zbudowania nowej większości, nowej koalicji w Radzie Miejskiej z udziałem radnych "Wspólnoty Samorządowej"?

- Nie było takich prób. Nie było sytuacji, żeby burmistrz próbował zbudować koalicję większościową, a jeżeli były, to one nie dotyczyły Wspólnoty Samorządowej.

Podpisałbym się pod wnioskiem o referendum 

- Przed nami ocena kolejnego roku pracy burmistrza i głosowanie nad absolutorium. Jaki scenariusz Pan przewiduje?

- Myślę, że większość Rady nie udzieli absolutorium. Myślę, że taki scenariusz jest prawdopodobny, choć oczywiście nie mam żadnych przecieków i to są tylko moje dywagacje.

- A dlaczego?

- Dlatego, że jest konflikt. Radni źle oceniają działania burmistrza.

- Ale konflikt nie powinien przekładać się na ocenę wykonania budżetu. Od tego jest głosowanie nad wotum zaufania.

- Gdyśmy popatrzyli na same liczby z wykonania budżetów w latach, w których miałem zaszczyt kierować samorządem, niektóre były naprawdę bardzo dobre. A opozycja nigdy nie zagłosowała za. W związku z tym Pani mówi o tym, co jest w ustawie, a ja o tym, co jest w praktyce. Te głosowania są po prostu głosowaniami politycznymi i nie przewiduję, żeby burmistrz uzyskał w jednym i w drugim pozytywną ocenę. Ale oczywiście mogę się mylić, bo to są moje dywagacje.

- Co Pana zdaniem dla radnych mogłoby być podstawą do nieudzielenia absolutorium? Bo już ustaliliśmy, że nie to, że są w konflikcie z burmistrzem.

- Jeżeli zagłosują przeciw, będzie to oznaczało, że decydująca okazała się warstwa polityczno-emocjonalna, a nie merytoryczna ocena wykonania budżetu.

- Czy tak powinno być?

- W idealnym świecie powinno być tak, że Rada współpracuje z burmistrzem dla dobra mieszkańców.

- Nieudzielenie absolutorium skutkuje możliwością zwołania referendum odwoławczego przez Radę. Myśli Pan, że do tego to zmierza?

- Nie. Myślę, że Adam Szczerba nie będzie dążył do referendum, a jeżeli tak, to nie Rada będzie inicjatorem tego referendum. Myślę, że ryzyka związane z tym, że nie zostanie osiągnięta frekwencja, zniechęcą koalicję większościową do tego, żeby zwołać referendum. Pamiętajmy, że jak każda koalicja, jest to koalicja na tę kadencję. Gdyby referendum było skuteczne, jeden i drugi koalicjant wystawia własnego kandydata na burmistrza i już zaczyna być konkurentem a nie koalicjantem. Ja nie sądzę, że Rada doprowadzi do referendum.

- Czyli będziemy jako gmina tkwić w tym konflikcie jeszcze trzy lata?

- Moim zdaniem jest to prawdopodobny scenariusz. Ale jest też taki, że inicjatywa referendum powstanie poza Radą i jakaś grupa inicjująca będzie zbierać podpisy za referendum. Jest też kwestia, kogo miałoby dotyczyć to referendum, czy samego burmistrza, czy burmistrza i Rady Miejskiej?

- Czy podpisałby się Pan pod wnioskiem o referendum?

- Nie z radością i nie obiema rękami, ale podpisałbym się, gdyby dotyczyło i burmistrza, i Rady. Uważam, że to, co dzisiaj nas blokuje i na co tracimy energię, to jest konflikt burmistrza i Rady. Pamiętajmy, konflikt grupy, która popierała tego kandydata, wygrała wybory i nie potrafiła wziąć odpowiedzialności za to miasto, a de facto za chwilę się pokłóciła. Kiedy Pani mnie pytała o ocenę samorządu przez mieszkańców, to aj nie odczytuję tego tak, że burmistrz jest oceniany źle, a Rada bardzo dobrze. I jeżeli miałoby dojść do referendum, to dobrze, gdyby ocenie społecznej poddała się i Rada, i burmistrz.

- Czy dla mieszkańców byłoby jasne, dlaczego ewentualnie miałoby dojść do skrócenia kadencji i wcześniejszych wyborów? Słowem, czy referendum w Wyszkowie miałoby szansę być skuteczne?

- Bardzo dużo jest referendów w tej kadencji zwoływanych i to są referenda skuteczne. Wcześniej nie przekraczały one progu frekwencyjnego. Zauważmy, że ostatnie wybory samorządowe w Polsce przyniosły bardzo dużo zmian. Tak jak w Wyszkowie mocno zmieniła się Rada, tak w wielu samorządach zmienili się włodarze i rady. I ta sama fala, która wyniosła nowych włodarzy dwa lata temu, ona nie opadła, ona wzrasta. Ci sami ludzie, którzy chcieli zmian, czują się zawiedzeni po dwóch latach nowych samorządów, i zwołują referenda. Czyli ta sama fala, która wyniosła niektórych do władzy, może ich zmieść. Absolutnie ludzie by zrozumieli ten przekaz, że skoro jest konflikt, konflikt wydaje się nierozwiązywalny, to musimy go przeciąć, poddając się pod ocenę wyborców i poczekać na kolejny wynik demokratycznych wyborów. Ja nie uważam, że referendum w Wyszkowie byłoby z gruntu nieskuteczne, bo próg frekwencyjny jest niski - niska była frekwencja w ostatnich wyborach. Niecałe 7 tysięcy gdyby poszło do urn, to mielibyśmy wyniki wiążące. Nie myślę, że inicjatywa referendum byłaby z gruntu nieskuteczna, chociaż wcale nie jestem przekonany, czy ona jest nam aktualnie potrzebna.

Może wystartowałbym do Rady Miejskiej

- Gdybyśmy miały odbyć się wybory, jaką rolę widzi w nich Pan dla siebie? Pytam o dalsze plany polityczne Pańskie i Pańskiego komitetu?

- Już widzę tych komentujących, którzy powiedzą, że ten wywiad to jest początek mojej kampanii (śmiech). Widzę dla siebie rolę byłego burmistrza i mieszkańca Wyszkowa, mającego nadzieję na poprawę jakości naszego samorządu.

- Bez kandydowania?

- Bez kandydowania na burmistrza tak. Specjalnie kandydowałem teraz do Rady Powiatu, żeby złapać dystans do spraw samorządu miejskiego i nie być byłym burmistrzem, który w momencie, gdy zaczął być byłym to zna receptę na wszystkie bolączki samorządowe i wie, jak wszystkie sprawy rozstrzygnąć. Bardzo powściągliwie wypowiadałem się do tej pory co do działań pana burmistrza i Rady, ale czuję te sprawy samorządowe miasta i ta samorządność siedzi mi w sercu, więc nie wykluczam, że może wystartowałbym do Rady Miejskiej, bez chęci zasiadania na jakichś eksponowanych stanowiskach w Radzie. Jeżeli mieszkańcy uznaliby, że taki głos w Radzie by się przydał, to na mnie zagłosują, ale oczywiście decyzji jeszcze nie podjąłem. Rada Powiatu też daje świetne doświadczenie samorządu wyższego szczebla i trochę innej kategorii spraw, którymi się powiat zajmuje.

- Jednak Rada Miejska? Rada Powiatu nie daje takich możliwości wykazania się?

- Samorząd gminny jest najbliżej ludzi. Jest domniemanie kompetencji, że jeżeli nie można sprawy przypisać do żadnej innej instancji, to spada na samorząd gminny. Samorząd powiatowy też ma bardzo ważne zadania - ochrona zdrowia, inspekcje i służby, obronność i obrona cywilna. Jest trochę inny, ale ma być inny. Te kompetencje mają się wzajemnie uzupełniać, one się nakładają, a nie konkurują między sobą.

- Temat niezwykle ważny z punktu widzenia powiatu - ochrona zdrowia. Czy kierunek zmian w wyszkowskim szpitalu jest właściwy? Czy widzi Pan jakieś zagrożenia dla jego funkcjonowania?

- Nie widzę żadnego zagrożenia dla funkcjonowania szpitala jako placówki. Nowa Pani dyrektor jest bardzo zaangażowana w sprawy szpitala. Myślę, że jest dobra współpraca między dyrektorem szpitala a Zarządem Powiatu, co też jest bardzo ważne. Kierowanie szpitalem to jedno z najtrudniejszych zadań nie tylko w samorządzie powiatowym, ale w ogóle. System ochrony zdrowia ma wiele patologii w sobie, mówię o całym systemie, i problemów ciągnących się latami, ale nawet w tej konkretnej sytuacji pewnie można zrobić wiele rzeczy, które poprawią kondycję naszego szpitala i jakość świadczonych usług i ja pozytywnie na ten moment oceniam pracę dyrekcji szpitala. Zmian kadrowych nie potrafię ocenić. Cały czas podkreślam, że zostawiam kwestie kadrowe szefom konkretnych odcinków czy placówek, bo za efekty chciałbym oceniać czy samorządowców, czy dyrektorów, czy prezesów, czy naczelników, a nie za to, czy zatrudnią pana X czy panią Y.

- A jak ocenia Pan dwa lata kadencji starosty Marzeny Dyl?

- Kiedy zawiązywała się obecna koalicja, miałem dużo wątpliwości co do jej składu. Na jej czele stanęła przecież osoba, która - poza byciem radną - nie miała dużego doświadczenia samorządowego. Marzena Dyl bardzo szybko stała się pełnokrwistym samorządowcem. To czuje się w różnych sytuacjach - miałem kilka takich.

Przez pierwsze miesiące kadencji jako członek zarządu powiatu obserwowałem to z bliska. Moje uznanie zyskał po raz pierwszy, jak przy wyborze inwestycji do realizacji, powiedziała, żeby wybrać te, które mają największe szanse na dofinansowanie i wysoką punktację. Zwykle samorządowcy forsują inwestycje na terenie swojej gminy. Potem, przy konstruowaniu budżetu, zwracała uwagę na stronę kosztową - by budżet był bezpieczny i nie było w nim nadmiernych wydatków. Zwykle nowi samorządowcy chcą nadmiernie wydawać środki, zwłaszcza gminne, aby się pokazać. Tutaj tego nie było. I wreszcie komunikacja z radnymi - omawianie wszystkich spraw bez tematów tabu - także tych trudnych, jak chociażby dotyczących szpitala czy zmian kadrowych. Jako radny czuję się poinformowany o najważniejszych sprawach i motywach, którymi przy podejmowaniu decyzji kieruje się zarząd.       

Niech burmistrz z uwagą przeczyta wnioski inwestycyjne

- Wracając do samorządu gminnego, jakie pozytywne aspekty tej części kadencji Piotra Płochockiego Pan dostrzega?

- Czyli gdzie są te „dociągnięcia” (śmiech)? Plaża miejska poprawiła swój wygląd i wizerunek. Myślę, że nasi włodarze właściwie odczytali pewną tendencję i zagrożenia, jaką jest demografia, co się przełoży na kryzys w oświacie. Nie chcę oceniać tego raportu, kulisów jego przedstawienia i całej tej sprawy, natomiast ważne, że samorząd zauważył ten problem, bo będzie to problem narastający i od niego nie uciekniemy, a rolowanie spotęguje jego siłę w kolejnych latach.

- Czy pozytywnie ocenia Pan decyzję o obniżeniu podatku od środków transportowych?

- Pierwszy błąd popełniła Rada poprzedniej kadencji, podnosząc te podatki o stopień inflacji. Ja byłem przeciwny temu, a ze skarbnikiem trzymaliśmy taką linię, że skoro ich nie podnosimy od wielu lat, to one tak naprawdę spadają i zbliżają się do wartości minimalnej. Nie było fali odejść, były przyjścia, ale radni doszli do wniosku, że niesprawiedliwe i niezrozumiałe społecznie jest podnoszenie innym podatków, i podnieśli te podatki. I to był błąd.

Jeżeli Wyszków chciał obniżyć stawki, przespał swoją szansę, bo wykorzystała ją gmina Rząśnik, która jako pierwsza obniżyła podatek do stawki minimalnej, więc przestaliśmy być konkurencyjni.

W poprzedniej kadencji, na potrzeby bieżącej polityki, ówczesna opozycja z przewodniczącym Szczerbą na czele krytykowała mnie bardzo mocno za umorzenie podatku dużej firmie transportowej, która weszła do Wyszkowa. Teraz ten przedsiębiorca odszedł do gminy Rząśnik, no ale jak odszedł? Przepisał się tylko do gminy Rząśnik, a jego samochody stoją dalej na bazie w Wyszkowie, spaliny zostają w Wyszkowie i rozjeżdżają drogi w Wyszkowie, a tylko podatki trafiają do gminy Rząśnik. Ja z nim rozmawiałem i powiedział mi, że to nie kwestia podatkowa zdecydowała o przeniesieniu się, tylko kwestia złego wizerunku, który mu budowali radni opozycji poprzedniej kadencji. Tutaj sam przewodniczący powinien uderzyć się w pierś, a nie rozliczać burmistrza za te odejścia, bo jest temu najmniej winny, chociaż też dołożył swoją cegiełkę, bo w pierwszych dniach kadencji zrugał tego przedsiębiorcę za kolor elewacji jego na budynku poczty. Więc burmistrz też nie pomógł. Pamiętam taką sesję i dyskusję z poprzedniej kadencji, kiedy podawałem pozytywny przykład spółki Quad Graphics, która miała umorzone podatki, gdy do nas przyszła i firmy Panattoni, która chciała ulokować swoje magazyny w Brańszczyku. Wójt powiedział wtedy, że co prawda nie umorzy jej podatku, ale firma Panattoni jest nadal zainteresowana ulokowaniem magazynów. Mówiłem wtedy, że takie stawianie sprawy to jest rujnowanie wizerunku gminy jako przyjaznej przedsiębiorcom, że to może spowodować odejścia albo brak przyjść. I to wszystko, co mówił wtedy przewodniczący Szczerba, bardzo źle się zestarzało. Mamy dzisiaj sytuację taką, że właśnie są odejścia, brak przyjść do nas, największa strata nie wynika z regulacji podatkowych tylko z traktowania przedsiębiorców a Panattoni wyniósł się z gminy Brańszczyk i ulokował gdzie indziej.

- A jeśli chodzi o inwestycje?

- Ale wykonanie? Bo to właściwie wykonanie inwestycji przygotowanych za mojej kadencji. Pozytywnie oceniam to, że inwestycje już planowane zostały zakończone albo są kontynuowane. Oceniam, że kontynuacja inwestycji i działań jest rzeczą naturalną, ja też kończyłem inwestycje, które zaczął burmistrz Jan Malinowski, chociażby halę sportową.

- A pewien taki ciężar inwestycyjny. Był i jest Pan przez obecnego burmistrza krytykowany za to, że główny nacisk kładł Pan na budowanie dróg, a nie na inny rodzaj infrastruktury. Burmistrz Płochocki wielokrotnie mówił, że ogromne zaniedbania mamy w sferze chociażby bazy szkolnej, czy w zabytkach. Pan się z tym zgadza?

- A co konkretnie zrobiono w tej sferze? Łazienki? W każde wakacje łazienki w którejś szkole albo przedszkolu były przez nas robione. Nie zgadzam się kompletnie z takim tłumaczeniem i uważam, że wynika ono z nieznajomości tematu. Kontrakt na wszystkie boiska szkolne i boisko przy WOSiR był z Ministerstwa Sportu, który jeszcze ja podpisywałem, a rozłożyliśmy te inwestycje specjalnie w latach, by w jednym roku nie zamknąć wszystkich boisk. Nie zauważam znacząco większego boomu inwestycyjnego w oświacie, ale oczywiście pozytywnie odbieram te zadania remontowe, które są przez gminę robione, ale raczej odbieram je jako kontynuację działań a nie jakieś novum. A jeśli chodzi o komunikację, drogi, to oczywiście możemy się zgadzać, lub nie zgadzać z budową dróg i infrastruktury w dzielnicy przemysłowej. Nasza polityka była taka, żeby w nią inwestować. Natomiast drogi to 90 kilka proc. wniosków od mieszkańców. I znowu wrócę do tego, że Pan burmistrz mówił, że to on będzie tym pierwszym, który będzie słuchał ludzi. Więc, jak słucha ludzi to niech z uwagą przeczyta wnioski inwestycyjne.

Polityka gaszenia pożarów

- Jak jest kierunek rozwoju gminy Wyszków, w którym podąża obecny burmistrz? Jest Pan w stanie to nakreślić?

- Nie. To jest troszkę polityka gaszenia pożarów, która pewnie wynika z konfliktu w Radzie, bo burmistrz swoją strategię powinien oprzeć na porozumieniu z większością w Radzie, bo to ona ostatecznie musi za tym zagłosować pozytywnie. W tej chwili mamy takie gaszenie pożarów.

Weźmy kwestię estetyki miasta. Nie mamy do tej pory uchwały krajobrazowej, a bardzo dużo było na ten temat mówione. Przypomnę, że zostawiliśmy jej projekt. Oczywiście, on mógł być zmieniony, bo każda nowa ekipa ma swoje spojrzenie na to, niemniej jednak urząd był mocno zaangażowany i jakoś te sprawy zostały wygaszone.

Kwestia promocji. Ta promocja miała być inna, skuteczna, powalająca na kolana i przyciągająca uwagę - a ja już nie będę się znęcał nad rządzącymi, tłumacząc o BNF, ale nie odczytuję tej zmiany strategii promocji. I nie widzę jasnej, klarownej wizji. Jako mieszkaniec nie wiem, w którym kierunku podążamy. Czy my chcemy stawiać na ekologię, turystykę, komfort życia czy bardziej stawiamy na rozwój, budowę i rozwój infrastruktury twardej? Po prostu nie wiem. Mam wrażenie, że dzisiaj nikt tego do końca nie wie i każda kolejna sesja przynosi nam nowe pomysły w formie haseł i deklaracji, które potem są zarzucane i nierealizowane.

- Jakie największe wyzwania stoją dziś przed samorządem?

- Największym jest demografia. Gminy, które będą się wyludniały, będą traciły na znaczeniu. My mamy dobre położenie i dobrą komunikację z Warszawą, trochę nas to ratuje, chociaż niebezpieczny jest odpływ młodych ludzi. Na te tendencje powinien odpowiedzieć samorząd miejski. Dobrze, że coś się dzieje w zakresie komunikacji kolejowej z Warszawą.

Myślę, że powinniśmy dalej prowadzić aktywną politykę w zakresie budownictwa mieszkaniowego wielorodzinnego. To jest najtańsze dla mieszkańców i najbardziej ekologiczne budownictwo. Ale wiem, że obecny burmistrz ma z tym jakiś problem. Chociaż to nie jest tak, że skoro nic się nie dzieje w tym zakresie, tzn. przygotowanie nowych terenów, wizji, planów przestrzennego zagospodarowania, to jest zastój. Bo brak polityki też jest polityką. Ja usłyszałem od jednego z przedsiębiorców, który zajmuje się u nas m.in. budową mieszkań, że dla niego obecna władza jest najlepsza, bo on ma rezerwy gruntów i on buduje, a cała jego konkurencja, która chciałaby, nie ma pozytywnej odpowiedzi miasta i jest zablokowana.

Demografia przekłada się na wszystko, bo to też ochrona zdrowia, pomoc społeczna, bo coraz więcej seniorów będzie wymagało wsparcia. To kwestia kosztów i jakości edukacji, bo maleńkie klasy to nie znaczy, że jest tam wysoki poziom nauki. To jest jedno z największych wyzwań, które stoi przed samorządem. I jak mówimy tutaj o wizji władz Wyszkowa, to ja już nie wiem, czy my mamy budować czy likwidować przedszkole, czy budować stadion, czy salę gimnastyczną przy szkole, która za chwilę może być w części wygaszona? Absolutnie nie odczytuję pomysłu, który mógłbym pochwalić albo się do niego odnieść, bo uważam, że na dziś nie ma takiego pomysłu.

- Czy będziemy musieli zlikwidować jakąś szkołę?

- Nie wiem. Na pewno będziemy musieli odpowiedzieć, na to, że jest coraz mniej dzieci w systemie, a za każdym dzieckiem idzie subwencja i w związku z tym będzie coraz mniej środków, a więc musimy zrobić wszystko, żeby nie obniżyć przez to jakości kształcenia. Zamknięcie budynku to jest na samym końcu i nie jest tak ważne jak dzieci, które trafią do systemu oraz nauczyciele. Bo też niepewność w oświacie spowoduje to, że najlepsi nauczyciele odejdą z systemu oświaty. Ludzie obawiając się niepewnego jutra, zmienią pracę na pewniejszą placówkę albo odejdą z oświaty i znajdą inną pracę.

- W jakiej kondycji finansowej zostawił Pan gminę, a jaka jest ona dzisiaj?

- Był zrównoważony budżet i 8 mln zł było na rachunku, bo niektóre przetargi były nierozstrzygnięte. Mogłem te pieniądze wykorzystać na jakieś działania, bo w samorządzie zawsze potrzeb jest więcej niż środków, ale uznałem, że dodatkowo dwie drogi czy jedna droga rowerowa nie zmienią mojego obrazu jako burmistrza wśród mieszkańców, natomiast chciałem zostawić swojemu następcy - wtedy myśląc, że Leszkowi Marszałowi - możliwość dobrego wejścia w samorząd i uzyskania dobrego wrażenia na początek. Bo to jest bardzo ważne. Jak burmistrz obejmuje urząd, pierwsze jego działania są długo pamiętane. Robiłem to więc dla swojego następcy, tylko nie wiedziałem, że dla Piotra Płochockiego.

Dziś, po dwóch latach, mamy podsumowanie. Myślę, że niewykorzystane zostały te pierwsze sto dni okresu miodowego. Na dziś nie znam finansów gminy Wyszków, bo ich nie śledzę, ale mamy duży problem np. w kwestii wspólnych inwestycji powiatowych. Wcześniej to gmina była tym bogatszym partnerem i proponowała inwestycje powiatowe na swoim terenie, a teraz zmieniło się to o tyle, że powiat ma środki i chciałby, żeby gmina dołożyła, a jest jakiś problem finansowy. I on jest prawdziwy, bo radni miejscy, z którymi rozmawiałem i zresztą burmistrz też, szczerze chcieliby dołożyć do tych inwestycji, ale po prostu nie ma wolnych środków. To pokazuje, że chyba nie jest ta sytuacja finansowa zbyt dobra i optymistyczna.

- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Elwira Czechowska

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tubawyszkowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Kolor elewacji do zmiany? Właściciel walczy w sądzie

Przepraszam ale z którym planem zagospodarowania jest zgodny ten festyniarski wygląd placu miejskiego? Wsiowy napis z którym Płochocki walczył zanim został burmistrzem, pobazgrane wielkanocne jajo na środku, zapadnięta fontanna i biało-czerwone taśmy dookoła. Szczyt estetyki

ale jaja

21:25, 2026-05-21

Mistrzowie Speedcubingu

Omg moj kolega jest za zdj

Cytrynka

18:02, 2026-05-21

Mieszkańcy Rybienka wolą mniejszy parking

Stanowisko Zarządu Osiedla Rybienko Leśne – Latoszek Zarząd Osiedla Rybienko Leśne – Latoszek informuje, że celem dotychczasowych działań i starań było stworzenie alternatywnego miejsca parkingowego dla samochodów obecnie parkowanych przy ulicach Jodłowej, Piaskowej oraz okresowo przy ulicy Jaskółki, które nie stanowią własności mieszkańców. W ocenie Zarządu Osiedla parking planowany przy ulicy Skarżyńskiego, na odcinku od ulicy Warszawskiej do ulicy Jaskółki, w pełni realizuje zgłaszany przez mieszkańców postulat dotyczący zapewnienia dodatkowych miejsc postojowych. Rozwiązanie to uznajemy za wystarczające zarówno z punktu widzenia potrzeb mieszkańców, jak i racjonalnego gospodarowania środkami publicznymi. Należy również podkreślić, że teren ten znajduje się w obrębie osiedla mieszkaniowego, a nie strefy przemysłowej, co powinno mieć istotne znaczenie przy planowaniu skali inwestycji parkingowych. Kwestie dotyczące organizacji wjazdu na parking — od strony ulicy Skarżyńskiego bądź ulicy Jaskółki — pozostawiamy do rozstrzygnięcia właściwym służbom i urzędnikom odpowiedzialnym za projekt oraz organizację ruchu. Jednocześnie zaznaczamy, że opracowywanie alternatywnych koncepcji zagospodarowania terenu nie jest działaniem niewłaściwym. Pozwala ono na analizę potencjalnych możliwości wykorzystania tego obszaru w przyszłości. Na chwilę obecną jednak okoliczni mieszkańcy nie zgłaszają potrzeby tworzenia dodatkowych miejsc parkingowych ponad te przewidziane w przedstawionej koncepcji. Mając na uwadze rozwój połączeń kolejowych na linii Wyszków – Warszawa, Zarząd Osiedla postuluje rozważenie w przyszłości budowy większego parkingu w formule „Parkuj i Jedź” przy stacji kolejowej, realizowanego we współpracy z władzami PKP. Takie rozwiązanie mogłoby w sposób bardziej kompleksowy odpowiadać na rosnące potrzeby komunikacyjne mieszkańców całej gminy. Z poważaniem Adam Paruszewski Przewodniczący Zarządu Osiedla Rybienko Leśne – Latoszek

Adam Paruszewski

14:17, 2026-05-21

Wywiad z Elżbietą Gadalińską

Gratulacje Elu i powodzenia, jesteśmy z Ciebie dumni 🥰

Wioletta

16:41, 2026-05-20

0%