Pomoc dla Ukrainy

Zamknij

Dodaj komentarz

"Dla nas trzecia wojna światowa już się zaczęła"

Elwira Czechowska Elwira Czechowska 23:45, 14.03.2022
1 "Dla nas trzecia wojna światowa już się zaczęła"

- Ja już byłam na wojnie, w Donbasie, ale tam nie było rakiet, nie było bombardowań, nie było takiego okrucieństwa, takiej bezwzględności. Ludobójstwa tam nie widziałam. To jest straszne. Wy tego, co się tam dzieje, nie widzicie, bo tego nie można pokazywać... - mówi Anna Maiboroda, ukraińska pielęgniarka i żołnierz, która po znalezieniu schronienia dla rodziny w Wyszkowie, wraca do Ukrainy pomagać na froncie jako wolontariuszka.

Najtrudniej było wyjechać z domu 

Jak miliony swoich rodaków, z godziny na godzinę musiała zostawić wszystko i wyruszyć w drogę po nowe życie. A wręcz po życie. Anna Maiboroda - Ukrainka, pielęgniarka, ratowniczka medyczna, żołnierz, ekonomistka. Żeby ratować rodzinę, wyjechała z oblężonego Irpienia z matką (rocznik '46), bratem, bratową i ich pięciorgiem dzieci. Zapakowali się w dwie walizki. Nie wiedziała dokąd, nie wiedziała do kogo. Przypadkiem trafiła do Wyszkowa. Znalazła wspaniałych, ciepłych i otwartych ludzi, którzy zapewnili całej rodzinie dom, ale sama nie zazna w nim wytchnienia i spokoju. Postanowiła wrócić do Ukrainy i jako ratownik medyczny wspierać ukraińską armię na fronie. Chce pomagać swoim rodakom tam, na miejscu. Tam jest potrzebna. 

- Najtrudniejsza w tym wszystkim była decyzja, żeby wyjechać z domu. Psychicznie było ciężko podjąć taką decyzję, ale też technicznie wyjechać, bo mosty w okolicach Kijowa zostały wysadzone, aby uniemożliwić rosyjskim wojskom zajęcie stolicy - mówi pani Anna.

Jej matka nie chciała opuszczać kraju.

- Moja rodzina mieszkała w Kijowie. Gdy to się zaczęło, zabrałam ich do siebie, do Irpienia. Ale tam było niebezpieczne dla dzieci, dla ich psychiki. To straszne. Nawet nie myślałam, nikt chyba nie myślał, że to będzie taka duża, straszna wojna, że Putin jest chory na głowę. Żeby atakować cywilnych ludzi... Niemożliwe było tam zostać - mówi pani Anna.

Dwie doby zajęła im droga wyjazdu z oblężonego miasta i dotarcie do bezpiecznej Polski. Pomogły doświadczenia pani Anny zdobyte na szkoleniach oraz na wojnie w Donbasie.

- Byłam tam w latach 2014-2015. Uczyłam się, jak przeprowadzać ewakuację wojskowych i ludzi cywilnych ze stref bojowych - mówi.

Wojna była, ale gdzieś tam

Przed 24 lutego nic nie zapowiadało, że Putin i Rosja urządzi tak krwawy mord i spowoduje istny eksodus. 

 - Ja wręcz prosiłam wszystkich: nie kupujcie, nie róbcie zapasów. Ludzie nie wierzyli, że będzie "taka" wojna. Paniki nie było, bo u nas wojna trwa od 9 lat. Ale "tamta" wojna była daleko, gdzieś tam. Było tak, że wszystko normalnie działało, funkcjonowało - polityka, ekonomia, a tam wojna gdzieś daleko. Z Doniecka i Krymu uciekło na zachód Ukrainy po 2014 roku 1,5 miliona ludzi i trzeba było im dać pracę, mieszkania - tak jak teraz Polacy zapewniają to wszystko Ukraińcom. Ale daliśmy sobie z tym radę. A wtedy Putin zaatakował cały kraj...  Oczywiście tamta sytuacja i tamta wojna nie były do zaakceptowania, bo nie mogliśmy nawet jechać na te okupowane tereny. Ale nikt chyba nie spodziewał się, że wojna będzie w Kijowie, Charkowie - mówi pani Anna.

Jak mówi, ludzie przygotowywali się, ale nie na to, co nastąpiło...

- W Donbasie widziałam wojnę z bliska, na własne oczy, ale tam nie było rakiet, nie było bombardowań, nie było takiego okrucieństwa, takiej bezwzględności. Ludobójstwa tam nie widziałam. To jest straszne. Wy tego, co się tam dzieje, nie widzicie, bo tego nie można pokazywać... - mówi pani Anna.

Irpień, Bucza, Mariupol - tam rozgrywają się prawdziwe dramaty. Ludzie okrążeni, w oblężonych miastach, nie mają wody, prądu, gazu, nie mają jedzenia ani wody. Jak próbują wyjechać samochodami z miast, są otaczani przez Rosjan, którzy strzelają do cywilów. 

- W Ukrainie podczas tej wojny więcej cywilów zginęło niż żołnierzy - mówi pani Anna.

Opowiada, jak 11 marca podczas próby ewakuacji ze wsi Peremoga (powiat baryszywski w kierunku wsi Gostroluchcha) okupanci rozstrzelali kolumnę cywilów składającą się wyłącznie z kobiet i dzieci. Skutkiem tego brutalnego czynu jest siedem osób zabitych, wśród nich dziecko. Po strzelaninie najeźdźcy zmusili resztki okrężnicy do powrotu do wsi. Obecnie kontakt z nimi jest praktycznie niemożliwy, a także zapewnienie opieki humanitarnej i medycznej. Tak samo jest w wielu innych miastach i miejscowościach. Rosjanie strzelają do karetek przewożących rannych, ostrzeliwują konwoje humanitarne, uniemożliwiając im dotarcie z pomocą do najbardziej potrzebujących. W Mariupolu kilka dni temu dziecko zmarło z odwodnienia.

Nie można pozwolić wejść do swojego domu 

Dla pani Anny i dla wielu jej rodaków trzecia wojna światowa już się zaczęła.

- Ukraińcy tak uważają. Dlatego powinny inne państwa - Unia Europejska, NATO - mocniej zaangażować się w ten konflikt. Tamtych jest za dużo. Cały czas dostarczają nowych ludzi. Ukraińskim chłopakom i dziewczynom trzeba pomóc. My niszczymy im czołgi, helikoptery, ale ciągle oni wysyłają nowe. Nam może nie wystarczyć broni, amunicji. Zachód musi nam pomagać. Europa, Unia i NATO muszą pomagać we wszystkim Ukrainie. Owszem, nakładają sankcje, opierają się na ekonomii, ale nam potrzeba samolotów, wojskowego zaopatrzenia i sprzętu, żeby rosyjskie samoloty nie bombardowały Ukrainy i nie zabijały naszych ludzi. Pomocy dostajemy dużo, ale cały czas za mało. Kto rozumie te wojnę, to na pewno pomaga Ukrainie, nie tylko zwykli ludzie, mieszkańcy, ale też państwa zachodu i USA. Dużo ludzi przyjechało do nas walczyć z różnych krajów - nawet Czeczeńcy, czy Białorusini. Zdają sobie sprawę, że jak my nie damy rady, Putin i Łukaszenka pójdą dalej - na Polskę, Czechy, na Europę.

Ukraina stawia niebywały opór rosyjskiemu najeźdźcy. Zadziwiła cały świat swoją wolą walki i obrony kraju.

- Ukraińcy stawiają taki opór, bo widzą okrucieństwo i są źli, wściekli. To jest strasznie, co Rosjanie robią z cywilną ludnością. A Putin - jak mu się nie udały plany wojskowe - to zaczął mordować zwykłych ludzi. To celowa taktyka Rosjan. A to w Ukraińcach wywołuje jeszcze większy opór - mówi pani Anna. 

Ukraińcy chcą bronić kraju do końca. Nie chcą słyszeć o kompromisie, o ustępstwach, o oddaniu - jak sugerują niektórzy - części terytorium Rosjanom.

- Ukraina nie powinna oddać nic. Nie wolno! To i tak nic nie zmieni. Putin chce i będzie chciał więcej. Ukraina to duży kraj, duże terytoria, Ukraińcy wolni ludzie, fajni. Chcemy żyć jako Ukraińcy w Ukrainie. Jeśli pozwolimy, zabierze inne terytoria i więcej. Nie wolno! Oni chcą, żeby Ukraina była z nim. Żeby nie miała armii, ale my nie Syria, my Europa. Oni chcą zabić Ukraińców, zniszczyć wszystko i podporządkować sobie całe terytorium. Ale Ukraina nic złego nie robiła Rosji a oni nas napadli. Nie można pozwolić wejść do swojego domu. Po Krymie, w 2014 roku, nie było takiej reakcji świata jak dziś, bo jakby przyjęli Ukrainę wtedy do UE, to na pewno by do tego co dziś się dzieje nie doszło.

Ukrainki - kobiety z jajami

Pani Anna i jej rodzina nie rozmawiają o tym, co jutro, co później. To za wcześnie - przyznaje. Ważne jest dziś, a dziś dla Anny to konieczność powrotu do Ukrainy, żeby wspierać walczących rodaków. 

- Ja będę tam robić wszystko, do czego się nadam. Zaopatrzę ich w jedzenie i leki z Polski. Będą pracować jako ratownik - mówi. - Gdyby nie rodzina, ja bym tam od razu została - przyznaje.

Dlatego czym prędzej chce wrócić do Ukrainy. Także dla córki, wnuczki i zięcia, którzy nie wyjechali z kraju. Zdążyli uciec przed bombardowaniem na zachód Ukrainy, mieszkają u obcych ludzi. Ich dom został zbombardowany, dom pani Anny znajduje się pod okupacją.

W Wyszkowie przeprowadziła zbiórkę - przede wszystkim leków i środków opatrunkowych. Od kilku dni kompletowała transport, w którym znajdują się środki medyczne: leki przeciwbólowe/ przeciwgorączkowe,·apteczki, opatrunki gazowe, bandaże, opaski uciskowe, koce termiczne, ampułki soli fizjologicznej, maseczki do sztucznego oddychania, plastry, chusty trójkątne, środki do dezynfekcji ran, krople do oczu, syropy przeciwkaszlowe, ale także... worki na ciała. Przed nią bardzo niebezpieczna misja.

- Jest bardzo niebezpiecznie, dużo problemów, żeby dojechać. Będę jechać objazdami, tam gdzie jest w miarę bezpiecznie i przejezdnie - mówi.

Dużo jest takich kobiet jak ona, które zostają w kraju walczyć, pomagać.

- Bo ktoś wojuje, a ktoś musi pomagać, donosić zaopatrzenie, wspierać - taki jest naród ukraiński, a Ukrainki to kobiety z jajami - mówi.

Na wojnie nie ma ateistów 

Poza niezłomnym charakterem, hartem ducha ważny dla pani Anna jest Bóg.

- Wierzę w Boga - przyznaje. - Zresztą, na wojnie nie ma ateistów.

Czego się boi?

- Ja nie boję się niczego - odpowiada. - Mam dorosłe dzieci i jedynie za nich i o nich się martwię. Nie chciałabym też, żeby Putin użył broń atomową albo chemiczną.

Podkreśla też, że Ukraina ma duże pokłady złóż naturalnych i jest zasobna w zboża, eksportowała dotychczas dużo m.in. pszenicy.

- Jak się zaczęła u nas wojna, obawiam się, że przestanie wystarczać jedzenia i będzie deficyt produktów. To rozumieją też Unia i NATO i dlatego tak pomagają Ukrainie.

A pomoc Ukrainie, całej, jest bardzo potrzebna i będzie potrzebna jeszcze długo. NIe tylko ta materialna.

- My przyjechaliśmy z dwoma walizkami. Nic nie mamy a mieliśmy dobre życie. Zebraliśmy co mogliśmy i wyjechaliśmy. Nasze dzieci nie widziały tych strasznych rzeczy. Ale dużo dzieci będzie potrzebowało pomocy psychologicznej. Tych dzieci, które żyją w okupowanych miastach. Dorośli też będą takiej pomocy wymagali a potem także żołnierze. 

Czy i kiedy wrócą do swoich domów? Nie wiem. Ale pamięta, jak wyglądała sytuacja po wojnie w Jugosławii.

- Rok wojny, 10 lat rozminowania - mówi...

Trzymajcie się!

Gdy ogląda się zdjęcia pokazywane przez Annę z jej rodzinnego miasteczka, które zostało niemal zrównane z ziemią, gdy słyszy się historie jej znajomych, którzy nie mogą nawet wychylić się z piwnic, aby pochować zabitych przez Rosjan bliskich, którzy leżą na ulicach i podwórkach, trudno powstrzymać łzy. Ale Anna nie płacze. 

- U nas wojna jest od ośmiu lat, ośmiu lat! Paradoksalnie to Putin przez tę wojnę nas tak zahartował - twierdzi. I dodając (nam, a może sobie?) otuchy na pożegnanie mówi: - Trzymajcie się...  

UWAGA! ZDJĘCIA W GALERII ZAWIERAJĄ DRASTYCZNE SCENY

Fot. główne: Ludzie chronią się pod mostem w miejscowości Irpień, zdjęcie z 5 marca/ PAP/ ArmedForcesUkr

Fot. Tanya Yovenko, @aris.messinis, @mpalinchakphoto, @wolfgang_schwan, @occhicone98.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

Trzymaj sięTrzymaj się

0 0

Pokażcie te zdjęcia z tego miasteczka, a nie o nich jedynie piszecie. Jedno zdjęcie może zrobić więcej niż 1000 słów.

00:26, 15.03.2022
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tubawyszkowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%