Projekt planu ogólnego gminy Wyszków oraz konsekwencje wyznaczenia terenów zagrożonych powodzią były głównym tematem zebrania sołeckiego, które odbyło się 24 czerwca w Drogoszewie. Mieszkańcy nie kryją obaw, że nowe regulacje w praktyce uniemożliwią im rozbudowę czy choćby prostą zmianę ogrodzenia i doprowadzą do spadku wartości działek.
Jak poinformowano podczas spotkania, prace nad planem ogólnym w gminie Wyszków wciąż trwają i dokument nie jest jeszcze gotowy. nie wiadomo też, kiedy zostanie ukończony, gdyż gmina otrzymała cztery negatywne uzgodnienia od instytucji opiniujących, a jednym z głównych problemów są zastrzeżenia zgłoszone przez Wody Polskie, które uznały znaczny obszar gminy za teren zagrożony powodzią i oczekują wyłączenia tych obszarów z możliwości zabudowy, nawet tam, gdzie nieruchomości są już zagospodarowane.
- Plan ogólny nie będzie gotowy ani na koniec czerwca, ani prawdopodobnie na koniec sierpnia. Po 3 lipca burmistrz ma udać się na rozmowy do Wód Polskich - poinformował mieszkańców sołtys Bogusław Frąckiewicz.
[ZT]26708[/ZT]
Sołtys obrazował sytuację Drogoszewa:
- W naszej miejscowości pewnie ledwie jedna piąta jest działek nie leżących na terenach zalewowych. Od Alei Wolności w stronę Buga wszystko jest zalewowe - mówił.
Najbardziej zagrożeni mają być właściciele nieruchomości, które nie są objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, a w przyszłości chcieliby uzyskać decyzję o warunkach zabudowy (WZ).
- Jest przepychanka, oni (gmina) wysyłają, oni (Wody Polskie) uchylają. To zostanie wchłonięte w tereny zielone... - stwierdził sołtys.
Duże emocje wywołała wypowiedź Jana Wróbla, który ocenił, że mieszkańcy terenów zalewowych zostaną pozbawieni możliwości rozwoju swoich nieruchomości.
- Jesteśmy w takiej sytuacji że nie będziemy mogli na naszych terenach zrobić nic z wyjątkiem remontu. Jest jakaś wzmianka nieoficjalna, że chcą nam umożliwić nadbudowę. Czyli nas tak naprawdę pogrzebali. Nic na tę chwilę nie możemy zrobić - mówił.
Zdaniem mieszkańca, jedyną drogą walki może być powoływanie się na przepisy konstytucyjne chroniące własność prywatną.
- Po wyłożeniu planu i wniesieniu uwag do planu ogólnego, możemy walczyć tylko i wyłącznie z jednej perspektywy - Konstytucji, która jest aktem nadrzędnym nad wszystkimi. Art. 21 gwarantuje obywatelowi ochronę mienia i majątku i art. 64 – argumentował.
Jan Wróbel zwracał również uwagę, że problem nie pojawił się nagle.
- Myśmy przespali 12-13 lat temu, bo nikt nie był zainteresowany, gdy wprowadzono teren zalewowy. Potem przez ostatnie lata nic nie robiono w zakresie ochrony przeciwpowodziowej - stwierdził.
Jedna z mieszkanek przypomniała wcześniejsze spotkania dotyczące terenów zalewowych.
- Byłam na tych zebraniach. Mówili, że będzie można wszystko robić, tylko trzeba będzie budynki podnieść.
- Omamili nas - komentowano.
Paweł Kraszewski z Rady Sołeckiej zwrócił uwagę, że problemy z uzyskiwaniem warunków zabudowy pojawiają się już dziś.
- Już teraz jest problem z uzyskaniem WZ, bo gmina będzie wymagała uzgodnienia z Wodami Polskimi. Przygotowanie działki do zabudowy na terenie zalewowym to jest kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nawet 80 tys. zł. Czy jest sens? Czy nie lepiej kupić działkę gdzie indziej? - zastanawiał się.
Na te słowa zareagował Andrzej Biernacki:
- Ale z jakiej racji mamy się ze swoich terenów wynosić? Ja nie widzę opcji, żebyśmy mieli się wyprowadzić.
Kraszewski podkreślał, że mieszkańcy walczą obecnie nawet o podstawowe możliwości zagospodarowania nieruchomości.
- W tej chwili walczymy o to co mamy, nawet chociażby budowę ogrodzenia - mówił.
Podczas zebrania wielokrotnie powracał temat wartości nieruchomości.
- Jeśli ktoś ma działkę budowlaną to w takiej sytuacji traci na wartości. Ktoś to pokryje? - pytali mieszkańcy.
Andrzej Biernacki nie pozostawiał złudzeń co do możliwości dochodzenia odszkodowań.
- Jeśli ktoś liczy na to, że zaskarży gminę o utratę wartości swoich działek, to może się zdziwić, że tej sprawy nie wygra. Gmina się wyślizga, składając na Wody Polskie. Robi się naprawdę jazda bez trzymanki. Nie będzie gdzie wywalczyć prawnie jakichś odszkodowań - mówił.
Podczas dyskusji krytykowano działania Wód Polskich.
- Wody Polskie w tej chwili się wycofują rakiem...
- Jak pogłębić rzekę, to ich nie ma, a jak ludzie chcą inwestycje prowadzić, to się ujawniają.
O paradoksach sytuacji mówił Andrzej Biernacki.
- To ubezwłasnowolnienie obywatela. Nie mogę nawet tarasu dobudować, który jest na tym samym poziomie albo i wyżej. A do tej pory mogłem. My mieszkamy na tych terenach od nawet kilkuset lat. Stoją budynki, które były budowane w latach 20. Wówczas Bug był dużo głębszy i stwarzał dużo większe zagrożenie, a wysmarowano nam tutaj teraz tereny zalewowe. Ktoś z czapy powymierzał, powykreślał i chcą nas ubezwłasnowolnić. Dzisiaj tej wody brakuje. Nie ma tych powodzi, które były kiedyś - mówił.
Jak podkreślał, mieszkańcy kupowali działki z myślą o budowie domów dla siebie i swoich rodzin.
- Budując, kupując, robili to dlatego, że chcieli tu mieszkać i by rodziny mieszkały. Dopóki nie uchylono planu zagospodarowania, wszystkie działki były dopuszczone do zabudowy. Pół Drogoszewa stoją budynki na podstawie dopuszczonych do budowy. A teraz smarując ten przyszłościowy plan, chcą nam całkiem uniemożliwić - mówił.
Wskazywał na potrzebę współpracy z innymi miejscowościami, które znalazły się w podobnym położeniu.
- Rybienko Leśne jest w podobnej sytuacji. Powinniśmy połączyć siły: Ślubów, Deskurów, Rybienko, trzeba wystosować pismo do burmistrza, do Rady Miejskiej. Kwintesencja jest walka z Wodami Polskimi. Ich nieróbstwo odbija nam się czkawką.
Podsumowując, ocenił:
- To jest czarci pomysł, który nam się smaruje.
Mieszkańcy zastanawiali się nad dalszymi działaniami. Padła propozycja pozwu zbiorowego oraz wystąpienia z pismami do władz gminy i instytucji uzgadniających plan.
- Robimy pozew zbiorowy i przedstawiamy burmistrzowi problematykę naszego sołectwa i innych sołectw… - mówiono.
W odpowiedzi na pytanie Pawła Kraszewskiego o możliwości działania komisji ds. Bugu, Andrzej Biernacki stwierdził:
- Nasza komisja jest piątą nogą u stołu. To jest ciało doradcze przy burmistrzu.
Zdaniem Jana Wróbla kluczową rolę odegrają radni miejscy.
- Potrzebujemy spotkania z radnymi, a nie z burmistrzem, bo nie on uchwala planu. Torpedujemy na wszelkie sposoby, nie pozwalamy, będziemy wywierać presję na naszych radnych, bo co niektórzy w ogóle naszego problemu nie znają i im jest łatwo uchwalić plan.
Na zakończenie dyskusji padły bardzo mocne słowa.
- Troska o mieszkańców nie istnieje w ogóle.
- Może napiszemy, że przestaniemy płacić podatki skoro mamy tereny zalewowe i nie możemy nic tu budować. Może ktoś zrozumie powagę tego zagadnienia.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tubawyszkowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Nowa dyrektor Przedszkola nr 7
Szczyt nepotyzmu
Eś
23:15, 2026-06-24
Nowa dyrektor Przedszkola nr 7
Gratulacje sołtysie
Nataliniak
21:20, 2026-06-24
Nowa dyrektor Przedszkola nr 7
Nowa dyłektoł? A kto był w komisji konkursowej, sąsiadka bez żadnego trybu?
Prezes
20:30, 2026-06-24
Basen w Długosiodle rozpoczyna sezon
Co z tego że otwarty jak w tym basenie nie ma nawet 1 cm wolnego.
Maro
19:45, 2026-06-24