REKLAMA

AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyWyboryPomoc dla Ukrainy

“Nikt nie idzie w góry, aby umierać”

Miasto

-  Nikt nie idzie w góry, aby umierać, każdy chce żyć. Nie znam nikogo, kto wyjeżdżając w góry wysokie, nie wierzył, że nie wróci - powiedział jeden najwybitniejszych himalaistów, piąty na świecie i drugi w Polsce zdobywca Korony Himalajów i Karokorum, czyli wszystkich ośmiotysięcznych szczytów świata - Krzysztof Wielicki, który 10 maja gościł w M-GBP w Wyszkowie.

Galeria zdjęć


REKLAMA

 - Jest to niecodzienne wydarzenie, że w naszej bibliotece na drugie piętro wspiął się nie kto inny, jak najwybitniejszy wspinacz świata Krzysztof Wielicki - powitała licznie zebranych Małgorzata Ślesik-Nasiadko, dyrektor M-GBP w Wyszkowie. - Mamy do czynienia z wybitnym i genialnym wspinaczem. To jest pierwszy człowiek na świecie, który zdobył ośmiotysięcznik w jeden dzień. To jest pierwszy człowiek na świecie, który postawił zimą swoją stopę na najwyższym szczycie świata, na Mount Everest, jest to zdobywca Korony Himalajów i Karokorum, czyli wszystkich ośmiotysięcznych szczytów świata. To pierwszy człowiek, który zdobył ośmiotysięcznik solo. Tych rekordów jest mnóstwo, tyle przekroczonych granic wytrzymałości ludzkiego organizmu. To jest coś niesamowitego, dla mnie niewyobrażalnego. Wiele osiągnięć, brawurowe akcje wspinaczkowe, Krzysztof Wielicki jest członkiem The Explorers Club, laureatem Złotego Czekany, czyli Nobla dla alpinistów. Tu nie chodzi o złoto, ale o odwagę, siłę fizyczną, ducha charakteru, determinację, umiejętności. Nasz dzisiejszy gość jest wybitny, ale i trochę szalony. Wszyscy chylimy czoła tym osiągnięciom.

Gość wspomniał o wielu wyprawach. Opowiadał z pasją o wspinaczce wysokogórskiej m.in. o wyprawie na Mount Everest. Przytoczył wiele anegdot, mówił o odnoszeniu sukcesów, pokonywaniu słabości, o godzeniu się z porażkami oraz stawianiu sobie celów.

- Dzisiejsza moja prezentacja zatytułowana jest „Mój wybór”, choć nie jest tak do końca, bo życiem rządzi zwykły przypadek, który stał się pasją. Nigdy do głowy by mi nie przyszło, że będę się wspinał. Jako młody człowiek miałem to szczęście, że trafiłem na Politechnikę do Wrocławia, gdzie wtedy było tam mocne środowisko wspinaczkowe, jak Wojciech Kurtyka, Wanda Rutkiewicz. Jakoś przez turystykę doszedłem do wspinania i wtedy były to takie ważne lata, bo one miały wpływ na to, żebyśmy jednak bardzo powoli zdobywali doświadczenia. A wszystko zaczynało się od marzeń. Ktoś przyniósł książkę, ktoś o czymś wspomniał - tak wyznaczaliśmy sobie cele. Zaczynaliśmy od najmniejszych murów, później skał, potem były Alpy, Dolomity i było coraz dalej i wyżej. To była droga bezpieczna wydaje mi się dlatego, że najważniejsze są doświadczenia zdobywane po drodze. Zawsze ze znajomymi planowaliśmy wyprawy, od marzeń się zaczynało, później w miarę możliwości się to realizowało. Mieliśmy pasję, uciekaliśmy w góry, bo wiedzieliśmy, że tam możemy się zrealizować. My mieliśmy taki wielki cel, misję, że będziemy budować pozycję polskiego alpinizmu w świecie.

Polacy jako pierwsi otrzymali zezwolenie na działalność zimową, nie wiedzieli jak wygląda w ogóle zima w Himalajach.

- Ja tam do składu wpadłem z rezerwy, byli starsi koledzy. Okazało się, że tam zero śniegu, coś tu nie gra. Był silny wiatr, temperatura to nie problem było - 40 st ale da się tam wytrzymać, bo tam jest sucha pora, wilgotność około 15 proc. to nie ma problemu, ale wiatr potęguje zimno i uznaliśmy, że to będzie problem. Mieliśmy kurtki ortalionowe, one nic nie przepuszczały, zwykłe szaliki i czapki co mama dała, żeby się nie przeziębić, więc nie byliśmy najlepiej ubrani. To była taka głupia wyprawa, ale ja byłem tam cały czas na czele, wiedziałem, że mam jakieś szanse. Kiedy mieliśmy przyczółek już 8 tysięcy, przesiedzieliśmy noc, zeszliśmy niżej do obozu drugiego i wtedy mieliśmy łączność z bazą i się dowiedzieliśmy, że Nepal nam przedłużył zezwolenie tylko na cztery dni i już było wiadomo, że tylko my możemy zamiast zejść do bazy odpocząć to wrócić , żeby w terminie zdobyć szczyt. To była taka wyprawa "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego", trzeba łamać bariery. Pytając o zdobycie Mount Everestu zimą, niewielu będzie pamiętać nazwiska, ale wielu powie, że Polacy byli zdobywcami. Mierzyliśmy zawsze wysoko, szukaliśmy w danej chwili  i czasie największych wyzwań. W 80 latach największym wyzwaniem było zdobyć południową ścianę Rosji, taka ściana wysokości 3,5 km. Ważne jest to, że człowiek mierzy się z wyzwaniami, nie ma porażek, są nowe doświadczenia. Istnieje cierpienie, które jest wartością, my to nazywamy the art of suffering czyli sztuka cierpienia, wysiłek włożony w osiągnięcie czegoś. Takie cierpienie ma wartość, bo nie jest bezsensowne, tylko prowadzi do celu. Tak rozumiane cierpienie wpisuje się w naszą filozofię. Nikt nie idzie w góry, aby umierać, każdy chce żyć. Nie znam nikogo, kto wyjeżdżając w góry wysokie nie wierzył, że nie wróci. Zawsze mamy wiarę i trzeba ją mieć, wierzyć, że zawsze sobie poradzi, że wróci - opowiadał gość.

Krzysztof Wielicki wspominał swoich towarzyszy podróży, którzy zaginęli w górach m.in. Wandę Rutkiewicz, która była ważną osobą w jego życiu i wprowadziła go do klubu alpinistów, oraz Andrzeja Czoka, który zmarł na obrzęk płuc a jego ciało spoczęło w szczelinie lodowej na południowej ścianie Kanczendzongi, a także Jerzyego Kukuczkę, który zginął przez upadek z wysokości po pęknięciu liny. Spoczywa w lodowej szczelinie na Lhotse. Uczestnicy spotkania obejrzeli filmy i wiele zdjęć wykonanych podczas wypraw. Mogli nabyć jedną z kilku książek Krzysztofa Wielickiego, w których autor bardzo chętnie składał autografy.


 

REKLAMA

Monika Grzelecka

Udostępnij:


WyszkówKrzysztof WielickiMGBP w Wyszkowie

Komentarze

Ulka
Wstyd panie Darku !

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

OSTATNIE KOMENTARZE

"To nie ten teledysk", czyli jak marzenia się spełniają, gdy gmina i powiat pomagają
Zostawiając na marginesie czy to ten teledysk czy nie te, to i tak w głowie się nie mieści jak to się wszystko kupy nie trzyma. Wydział promocji zafundował nam już łowickie ławki, hawajskie graffiti, pstrokate schody, plastikowy napis a teraz do tego piosenka cygańska??? To jest pomysł na promocję miasta???
U cyganki w tobołku
Jerzy Żukowski zostaje. Nowej powiatowej koalicji nie udało się odwołać starosty
Wnioskodawca , komisja rewizyjna - jak nie umiecie liczyć do dwunastu to się dalej nie kompromitujcie .
wyborca
REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

25
Środa
Maj 2022
Maj
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
252627282930
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
12345
imieniny:
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny

REKLAMA