REKLAMA

AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyWybory

Musimy wymagać więcej (cz. 2)

Miasto

Obie Strony Miasta - nieformalna grupa kilkunastu społeczników z Wyszkowa. Powstała z inicjatywy dziennikarza, regionalisty Piotra Płochockiego. Od 2015 r. działa w przestrzeni wirtualnej, ale coraz częściej inicjuje i organizuje lokalne wydarzenia, angażuje się w dyskusje publiczne, wskazuje i wytycza kierunki rozwoju miasta. Zapraszamy na drugą część rozmowy.

REKLAMA

Pierwsza część wywiadu - kliknij TUTAJ

Z jakim odbiorem się spotykacie?

Bartłomiej Adler: - Największym problemem jest to, że nasze działania są traktowane jako krytykanctwo. A byłyby inaczej traktowane, gdyby ze strony urzędu była jakakolwiek wola poznania oczekiwań mieszkańców i ich konfrontowania. Tymczasem ta krytyka jest krytyką, bo dzieje się post factum, bo nie ma dyskusji na temat tego, co jest planowane. Gdyby tak było, to np. dyskusja o placu Miejskim odbyłaby się przed, a nie po jego budowie. Gdy jednak rozważamy jego estetykę, funkcjonalność, koszty budowy teraz, to oczywiste, że każda negatywna opinia jest odbierana jako krytyka. Problem polega na tym, że przed budową, na wszelkie argumenty trzeba by było nam odpowiedzieć merytorycznie. A teraz ze spokojną głową można powiedzieć „zawsze znajdą się tacy, którym się nie podoba”. Byłoby idealnie i osiągnęlibyśmy swój cel, gdybyśmy jako mieszkańcy byli pytani o zdanie i wspólnie z nami byłyby wypracowane pomysły na to miasto. Poza tym z gruntu jest często tak, że jak ktoś zaczyna robić coś w przestrzeni publicznej, to odbierany jest jako ten, który ma parcie na władzę i przygotowuje się do wyborów. 

A tak nie jest? Czy nie rozważaliście przeniesienia swojej aktywności z internetu, angażując się osobiście w kampanię samorządową? Jako np. radni mielibyście większą siłę oddziaływania i przede wszystkim moc sprawczą, aby realizować Wasze wizje. 

Katarzyna Dąbrowska: - Nie ma takich planów, aby OSM pod tym właśnie szyldem tworzył komitet i startował w wyborach. Ale pojedynczy członkowie naszej grupy chcą i mogą się zaangażować - tego nie wykluczamy. Z pewnością natomiast start w wyborach to nie był impuls do powstania OSM ani nasz główny cel.

Małgorzata Bajowska: - Miałam do tej pory zupełnie inne wyobrażenie o radzie. Myślałam, że praca w samorządzie różni się od polityki sejmowej. Byłam przekonana, że ta samorządowa nacechowana jest dbałością o interes społeczny, wynikający ze szczególnej bliskości i znajomości miejsca oraz problemów ludzi. Niestety, w działaniach radnych widać selekcjonizm - zaciągnęli dług wobec wyborców z własnego okręgu i każdy jest zakładnikiem wywalczenia inwestycji dla siebie i swoich wyborców, a także pewnej poprawności politycznej, wynikającej z faktu startowania z konkretnego komitetu. 

Rozmawiając z radnymi i oglądając ich obrady, zorientowałam się, że są w niej osoby o podobnych poglądach na temat planowania. Nigdy jednak ich głos nie wyrazi w pełni moich poglądów i myśli. Można radnych próbować przekonać do swoich racji, ale nawet jeśli się to udaje, to finalnie będą oni wyrażać swój pogląd. Przekaz bowiem przefiltrowany będzie przez ich wrażliwość na dany temat. Jedyną drogą do pełnego wyrażenia siebie, bez zniekształceń, jest wystartowanie w wyborach i zostanie radną. Nie wykluczam tego zatem, choć nie przyszłoby mi wcześniej do głowy, że się we mnie obudzi taka chęć. Mam świadomość, iż wymaga to wejścia w strefę polityki, a o tej wiem mało. Jednak w sprawach, które wydają mi się ważne, jestem na tyle konsekwentna, że jeśli uznam, że warto, to podejmę wyzwanie. Sądzę zatem, że konsekwencją naszego działania może być zaangażowanie polityczne poszczególnych osób. To jednak zawsze powinna być osobista decyzja. Ja w tej chwili niczego nie deklaruję, aczkolwiek temat traktuję poważnie. 

Bartłomiej Adler: - A ja bardzo bym chciał, żeby nie było tak jak mówi Gosia i żeby takie twory społeczne jak OSM niekoniecznie musiały być sformalizowane, zinstytucjonalizowane, czy ubrane w jakieś polityczne barwy, aby ich głos był słuchany. Wolę, żeby cały czas trwała otwarta dyskusja. To nie jest trudne wrzucić pytanie do internetu, czy my, mieszkańcy chcemy otwartych basenów czy wolimy jednak skończyć stadion albo zbudować przystań? A odpowiedź na taką sondę dawałaby też radnym „podkładkę”, że wiedzą, czego oczekują od nich mieszkańcy, co stanowiłoby podstawę do dalszych konkretnych analiz i decyzji.  

Chcę, żebyśmy żyli w takim świecie i żeby nie trzeba było kandydować do rady, aby móc być efektywnym uczestnikiem życia społecznego. Mamy XXI wiek i komunikacja z niemal każdym mieszkańcem miasta, nigdy nie była tak łatwo dostępna jak teraz. De facto, jeśli mocno byśmy chcieli, moglibyśmy aktualnie urządzić sobie niemal demokrację bezpośrednią. Zamiast tego decyzje za nas podejmują radni, którym bardzo często nie chce się nawet doczytać, nad czym głosują. 

Osobnym tematem w kontekście wyborów jest fakt, że aby wystartować w nich z sukcesem, trzeba poświęcić ogrom pracy i czasu na budowę struktur politycznych, werbowanie kandydatów, PR itd. Aktualnie szkoda mi na to czasu, a swoją energię wolę pożytkować na innych polach. 

Piotr Płochocki: - Wyszków jest w jakiś sposób moją pasją. Interesuję się jego historią, a to, jak teraz wygląda, jest w dużej mierze jej pochodną. Jednocześnie jestem człowiekiem pragmatycznym. Nie interesuje mnie prowadzenie ideowej krucjaty bez osiągania konkretnych efektów. Dla mnie cel uświęca środki. To, że uda się zrealizować inwestycję, czy inicjatywę społeczną, która będzie trwała i rozwijała się przez lata, to jest właśnie taki przykładowy cel. Jeśli do osiągnięcia tego efektu trzeba będzie pełnić jakąkolwiek funkcję w tym mieście, trzeba to zrobić, bo trzeba być konsekwentnym i walczyć o efekt końcowy. Za kilkadziesiąt lat, kiedy ziemia nad naszymi trumnami się zasypie, nie będzie miało znaczenia kto co komu powiedział i kto się za co obraził, ale to czy kładka przez rzekę lub dom kultury jednak powstały i służą ludziom. 

Jednocześnie, przyglądając się pracy wyszkowskiego samorządu, jestem pełen żalu w stosunku do wielu radnych. Jak można tak bezrefleksyjnie traktować tak ważne stanowisko?   Mam także wiele współczucia dla radnych opozycji, bo widzę, że się starają, ale z tych starań systemowo nie ma prawa nic wyniknąć. Ja chcę być częścią „układu”, który ma moc sprawczą, a nie tylko częścią demokratycznego parawanu.  Póki co, największą radością napełniają mnie moje alternatywne działania w Stowarzyszeniu Miłośników Rybienka Leśnego i Okolic, którego działalność przynosi bardzo konkretne efekty.

Bartek wspomniał, że największym problemem jest odbieranie Waszych działań jako krytykanctwa. Pod Waszymi publikacjami rzeczywiście dość często pojawiają się komentarze typu: „najłatwiej krytykować, gdy samemu nic wielkiego się nie zrobiło”. Jak to przyjmujecie? Co w takim razie - Waszym zdaniem - daje mieszkańcom legitymację do krytyki czy w ogóle do zabierania głosu w sprawach publicznych?

Katarzyna Dąbrowska: - Nie rozumiem takich opinii. Co miałoby być w takim razie kryterium do zabierania głosu w dyskusji publicznej? Każdy, kto tu mieszka, ma prawo się wypowiadać i wymagać od władz. To już nie są te czasy, że trzeba się cieszyć, że „władza coś rzuciła”, że „jest byle co, ale przynajmniej jest”. Mentalność powoli się zmienia, dlatego tak jak wymagamy odpowiedniej jakości pracy od prawnika, lekarza czy mechanika, tak samo możemy oczekiwać jakości w działaniach urzędników. 

Jakakolwiek inwestycja to nie jest coś, co dostajemy w prezencie, tylko to jest nasze dobro wspólne. Moje zaangażowanie w OSM wynikało zresztą nie tylko z zainteresowania tematami społecznymi, ale przede wszystkim z dążenia, by działać, zrobić coś nowego, a nie ograniczać się do krytyki.

Piotr Płochocki: - Krytyka to domena przede wszystkim internetu, czyli głównego miejsca naszej działalności. Trzeba jednak umieć zrozumieć egalitarność tego medium, dlatego nie przejmujemy się zbytnio, bo wiemy, że to argumenty głównie w warstwie retorycznej. Ludzie często nie zastanawiają się, nie wiedzą, kto stoi za daną publikacją, ale rzucają w ciemno oskarżenia, że autor na pewno nic nie zrobił, niczego nie osiągnął itp. Tymczasem nie znają nas, naszych dokonań. Wiemy, że łatwo jest operować retoryką sukcesu: „nie narzekajmy, budujmy”. Ale dużo efektywniejszym punktem do zbudowania czegokolwiek jest rzetelna krytyka tego, co dzieje się w obecnej chwili i to, że ktoś sobie coś bezrefleksyjnie popisze, w żaden sposób nas nie zniechęca.  

Małgorzata Bajowska: Kluczowe w tym, co piszemy i robimy jest to, że przyświeca nam uczciwość wobec odbiorcy, nawet jeśli domyślamy się, że nasze stanowisko nie będzie mieć na starcie szerokiego społecznego poparcia - przykłady artykułów o likwidacji straży miejskiej czy przyszłości „Sylaby”. To też dowód na to, że nie jest tak, że szukamy działań urzędników, by koniecznie je skrytykować. Staramy się nazywać problemy po imieniu. Nie kalkulujemy jak dany temat zostanie odebrany. Wyrażamy opinie i dajemy pole do konfrontacji. Krytyka z naszej strony pojawia się najczęściej, gdy coś, co jest złą praktyką, jest powtarzalne. Jeśli coś idzie w dobrym kierunku, też o tym piszemy, nie kalkulując z czyjej to inicjatywy. Tego jest niestety mniej, co oczywiście przyjmujemy z żalem. 

Po drugie, nasze oceny staramy się podpierać merytorycznymi argumentami, wynikającymi z naszej wiedzy i doświadczenia. My jesteśmy otwarci na dyskusję. Ona zresztą odbywa się pod naszymi postami, gdzie mieszkańcy wyrażają poglądy również nam przeciwne. Myślę, że nie można nam zarzucić retoryki czysto anty-urzędniczej, choć rzeczywiście to urząd najszerzej zajmuje się miastem, stąd i jego praca najczęściej stanowi temat naszych rozważań. Wierzymy, że wszystko, co robimy, może poprawić sytuację w mieście na przynajmniej kilku płaszczyznach. Aby nie być posądzanym o gołosłowność, przedstawiliśmy także sporo pomysłów autorskich, jak chociażby szlak nadbużański, alternatywny przebieg ścieżki rowerowej przy al. Piłsudskiego, pomysł zadbania o pomnik Norwida czy propozycję urbanistyczną zagospodarowania osiedla Szpitalna. Zorganizowaliśmy również debatę publiczną o rzece i wykorzystaniu jej potencjału w wyszkowskiej turystyce i rekreacji. W planach mamy kolejne i to już niebawem. Nie wspomnę tu o ogromie pism i wniosków, które składamy w urzędzie z racji toczących się postępowań administracyjnych. Dlatego uważam, że nietrafiona jest opinia o nas, że tylko krytykujemy. 

Generalnie jesteśmy raczej społeczeństwem malkontentów, którzy najaktywniejsi są na forach internetowych. Realnie angażujemy i motywujemy się wokół pojedynczych akcji, ale na dłuższą metę nie potrafimy współpracować wokół dobrego celu? Czy w Wyszkowie jest klimat do współpracy samorządu z mieszkańcami?

Małgorzata Bajowska: - Przy okazji składania wniosku z uwagami do planu zagospodarowania ul. Szpitalnej zbierałam podpisy osób, które deklarowały stanowisko zgodne z moim. Było to zupełnie legalne działanie, które ustawodawca przewidział w przepisach. Miałam jednak takie wrażenie, mimo częstej zgody z moją argumentacją, część osób widzi problem w tym, że ich nazwisko pojawi się na liście. Myślę, iż to może wynikać z obawy przed złymi konsekwencjami. Nawet jeśli są one jedynie w sferze wyobrażeń, to taki mentalny kaganiec nie pozwala na swobodne wyrażenie opinii. Po co się narażać? Słyszałam: „nic nie rozumiesz, to jest wszystko już ustalone, nic nie zmienisz”, a ja myślę „o nie - to jest ten moment, że trzeba działać, bo jeśli tak jest, to świadczy o jakiejś patologii”.  Nie myślałam, że ktoś może bać się podpisania dokumentu, w który będzie miał wgląd urzędnik. We mnie od razu zrodził się bunt i chęć sprawdzenia, czy to słuszne obawy. Czułam, że trzeba działać, a rozwiązaniem na pewno nie jest schowanie głowy w piasek. 

Pierwsza dyskusja publiczna, w której wzięłam udział, pozwoliła mi naocznie przekonać się jak to, co zapisane w prawie, wygląda w praktyce. Gdy mieszkaniec staje w opozycji do zaproponowanej przez urząd regulacji, to mam wrażenie zmuszony jest do obrony swoich racji. Tymczasem mamy do czynienia ze zmianą prawa i wydaje się, że to mieszkaniec winien być przekonywany do nowo wprowadzanych regulacji. To naturalne, że przy okazji dyskusji dochodzi do starcia często przeciwstawnych interesów. Osoby odpowiedzialne za prowadzenie spotkań z mieszkańcami powinny robić wszystko, by zachować bezstronność, tworząc pole swobodnej, merytorycznej i równej rozmowy. Wiem, że mieszkańcy bywają zrażeni przebiegiem dyskusji. Nie mając dostatecznej wiedzy, ale też zaufania do argumentacji urzędników, poszukują u nas porady.   

Piotr Płochocki: - Najgorszym rodzajem cenzury jest autocenzura. To nie jest tak, że ludzie nie chcą zmian. Oni często chcą, żeby ktoś zrobił je za nich. Większość z nas działa schematycznie. Schematy są potrzebne ludziom do odczuwania bezpiecznej szczęśliwej codzienności, to wygodna wymówka wstrzymująca przed podejmowaniem działań, ale niestety przyczynia się do tego, że przez tak wiele lat nic się nie zmieniało.

A w nawiązaniu do tego, co mówiła Gosia, rozumiem, że można nie mieć poczucia, że obecnie podejmowane działania będą miały realny wpływ na zmianę rzeczywistości, ale jak bardzo zindoktrynowanym i pogrążonym człowiekiem trzeba być, żeby twierdzić, iż nie ma żadnej możliwości takiej zmiany.  

Katarzyna Dąbrowska: - Pewne rzeczy w mieście się dzieją, a ludzie nie reagują - nie dlatego, że nie chcą, tylko po prostu nie wiedzą. My, mieszkańcy ul. Szpitalnej i sąsiednich, nie wiedzieliśmy o zmianie planu, dopóki nie powiedziała nam o tym Gosia. 

Bartłomiej Adler: - Moim zdaniem przyczyna leży w tym, że żyjemy w - jak to nazywam pseudodemokracji. Społeczeństwo dostało możliwość wybrania sobie rządzących i jest tym zaspokojone, mimo że nie posiada żadnego instrumentu pozwalającego na rozliczenie wybranych osób. Potęgują to jeszcze akcje pod tytułem „Idź na wybory” itd. Potem często pojawia się komentarz: „tak sobie wybraliście i tak macie”. Jeśli tak podchodzimy do tematu, to nic się nie zmieni. Kampanie wyborcze zawsze poruszają tematy nośne, kontrowersyjne, są propagandami sukcesu lub osobistymi atakami. Nie poruszają tematów, które realnie i bezpośrednio mają wpływ na nasze życie. Niektórych tematów nie są też w stanie przewidzieć, a my nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak na nie zareaguje nasz kandydat. Jeśli chodzi o Wyszków: w kampaniach nie było mowy o spalarni odpadów w mieście, o zmianie planu zagospodarowania dla ul. Szpitalnej. Zmiana rządzącego nie jest gwarancją zmiany na lepsze, dlatego musimy wymagać od władz przejrzystości działania oraz dialogu z mieszkańcami. A na szczeblu lokalnym jest to najłatwiejsze do osiągnięcia. Jeśli bezwiednie zaakceptujemy stan, w jakim żyjemy, to rzeczywiście jedyne co nam zostanie to malkontenctwo. 

Aktywności społecznej nie pobudzają wyszkowscy radni, którzy sami tkwią jakby w letargu. Jak oceniacie ich działalność?

Piotr Płochocki: - Śledzę wszystkie sesje Rady Miejskiej i do tej pory nie wiem np. jak brzmi głos radnego Śniadały. Ja nie wiem, czy on nie czuje się kompetentny czy jest nieśmiały, ale jest radnym już drugą kadencję, więc skoro nic nie mówi, to nie wiem, czy powinien tam w ogóle być… A z drugiej strony, przy całej swojej bierności, np. radni PiS są zdolni do zakulisowych rozgrywek, co pokazał nachalny wybór wiceprzewodniczącego rady w miejsce Krzysztofa S., który wcześniej w kompromitujących okolicznościach został odwołany z tej funkcji. Widać, jak im zależy, to potrafią…

Małgorzata Bajowska: - Ja też obserwuję sesje. Radni w przeważającej większości są mało aktywni w dyskusji. Może niektórzy są onieśmieleni, boją się, że powiedzą jakieś głupstwo. Tymczasem każdy radny ma prawo do wyrażania wątpliwości, ma prawo czegoś nie wiedzieć i pytać. Po to są urzędnicy, radca prawny, by służyć pomocą. Spotkałam się też z opinią, że dyskusje są w komisjach. Tymczasem nie są one wspólne (tylko czasami) i rada to jedyna okazja, by w pełnym gronie coś przedyskutować. Taka milcząca postawa w przypadku spornych kwestii to - moim zdaniem - zbytnia nonszalancja. Przecież błędy popełniają nawet ci, którzy zajmują wysokie stanowiska i mają duże doświadczenie zawodowe. Autorytet, wynikający z zajmowanego urzędu, nie jest gwarantem racji. Ślepe zaufanie do urzędników może być zatem zgubne. 

Katarzyna Dąbrowska: - Niestety, sami radni sprowadzają się do roli maszynki do głosowania. W sytuacji, gdy nie znają się na danym temacie, nie próbują się zainteresować, nie drążą. A gdy już zdarza się, że pytają, to nie egzekwują merytorycznych wyczerpujących odpowiedzi. 

Piotr Płochocki: - Spójrzmy ile zostało rozpatrzonych i omówionych na sesjach uwag mieszkańców do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Tylko plan dla Szpitalnej miał ich ponad sto i wszystkie zostały przez radnych odrzucone bez jakiejkolwiek większej dyskusji. To znaczy, że w temacie zagospodarowania przestrzennego, a także w 90 proc. innych tematów, rada jest bezwolna (oprócz kilku radnych opozycji), a nieposiadanie wiedzy jest dla nich komfortowe, bo zawsze mogą powiedzieć, że zawierzyli urzędnikowi. W Wyszkowie utrzymywanie mieszkańców i radnych w pozornej niewiedzy jest dla urzędu elementem strategii, funkcjonują bowiem w mechanizmie, w ramach którego niewiedzę mieszkańców wykorzystują przeciwko nim. A przecież mieszkańcy nie mają urzędowego nakazu posiadania takiej wiedzy. Więcej, to urząd intencjonalnie powinien taką wiedzą mieszkańcom służyć. Niestety, niejednokrotnie obserwowałem jak urząd działał intencjonalnie przeciw mieszkańcom, aby osiągnąć swój nadrzędny cel. 

No ale Wyszków przecież zmienia się, rozbudowuje. Pokolenie zwłaszcza starszych wyszkowian chwali te zmiany. Mieszkańcy pamiętają, a jeśli nie, to władza chętnie przypomina, że jeszcze niedawno w Centrum stały drewniane chałupy i dziwi się, że nie wprawia nas w zachwyt obecne zagospodarowanie m.in. Centrum.

Bartłomiej Adler: - To oczywiste, że przez ostatnich 20 lat Wyszków się zmienił. Czy wypiękniał? To sprawa mocno dyskusyjna. Moim zdaniem nie. Warto przy tej ocenie pamiętać, że jest to okres, w którym Polska korzystała z ogromnej puli dofinansowań z UE. Biorąc pod uwagę to, że oprócz dróg i chodników wiele nie powstało, moim zdaniem to jednak czas utraconych szans, bo można było z tego okresu wycisnąć dużo więcej, nawet pomimo faktu, że województwo mazowieckie było stosunkowo małym beneficjentem funduszy europejskich.

Piotr Płochocki: - Myślę, że utożsamianie zmiany z pięknieniem jest nadużyciem. Owszem miasto się zmieniło, ale to nie znaczy, że jak z centrum zniknęły drewniane domki i obskurna wulkanizacja, to wszystko, co je zastępuje, jest lepsze. Akurat w tym wypadku w tym miejscu powstało kilka centrów handlowych i plac Miejski. Ocenę tego drugiego tworu sobie daruję, bo napisałem na ten temat już chyba dostatecznie wiele. Bardziej należy zwrócić uwagę na zgrupowanie w centrum miasta dużej ilości galerii handlowych, w których bardzo często oprócz butików mieszczą się punkty usługowe, banki, apteki itp., czyli wszystko, co normalnie znajdywałoby się przy ulicy. Galerie handlowe zasysają ruch z ulic i zamykają go pod szklanymi kopułami, sprawiając, że wymierają całe kwartały miasta. W Wyszkowie miało to miejsce z ulicą Daszyńskiego, Wąską, po części z Pułtuską i Świętojańską. Właśnie dlatego w krajach, gdzie istnieje urbanistyka miejska, nie buduje się galerii handlowych w centrach miast. Tam obowiązującym modelem miasta jest miasto żyjące, tętnicę ruchem na ulicach, a nie ścieżkach galerii handlowych. 

Nikt nie neguje tego, że miasto się zmienia, chodzi jednak o to, by zmieniało się na lepsze, a nie żeby jedne problemy zastępować drugimi. Przy czym, w mojej opinii, problem drewnianych kurników w centrum znacznie łatwiej było rozwiązać niż problem tych betonowych molochów, które za parę lat będą świecić pustkami. Zresztą niektóre już świecą np. Plaza, którą częściowo przerabia się obecnie na mieszkaniówkę. 

Takie stawianie sprawy kojarzy mi się też ze zjawiskiem, na które zwracam uwagę już od dłuższego czasu. Władze miast często rozrost miasta perswazyjnie nazywają jego rozwojem, podczas kiedy to jest zupełnie coś innego. Sytuację dobrze obrazuje przykład małego dziecka. Kiedy ono rośnie fizycznie i jednocześnie nabiera nowych umiejętności, zaczyna spełniać określone funkcje, czyli np. uczy się mówić i rozumieć, dzięki czemu komunikuje się ze światem, to mamy do czynienia z dzieckiem rozwiniętym. Kiedy jednak dziecko tylko rośnie fizycznie, a nie uczy się nowych rzeczy, nie mówi, to mamy do czynienia z dzieckiem niedorozwiniętym. Przykład Wyszkowa pokazuje, że można rosnąć fizycznie i nie zdobywać nowych funkcji – kolej jak rzadko jeździła tak rzadko jeździ, podobnie autobusowy transport publiczny, warunki i czas podróży do Warszawy z grubsza nie zmieniły się od 20 lat, korki są coraz większe, pomimo wybudowania obwodnicy śródmiejskiej, tiry cały czas jeżdżą przez centrum miasta, ludzie z podmiejskich miejscowości godzinami czekają na jakikolwiek autobus, wycina się masowo duże drzewa, ignoruje coraz gorsze powietrze, zabudowuje na siłę każdy dostępny skrawek zielonego terenu, rezygnuje z kolejnych miejsc aktywności dla mieszkańców jak plaża czy lodowisko, od kultury oczekuje, że sama będzie się finansować, pozwala się niszczeć obiektom historycznym itp. Trudno sobie wyobrazić, że dla kogoś tak może wyglądać rozwój. Czasami wręcz, by zrobić krok wprzód na drodze rozwoju, trzeba zrobić krok w tył na drodze rozbudowy i np. zastąpić jakieś zdegradowane tereny po byłych fabrykach parkiem, żeby polepszyć jakość powietrza i poszerzyć dostęp do rekreacji. 

Małgorzata Bajowska: - W tym czasie powstało sporo nowych budynków mieszkalnych i usługowych. Dla wielu to wystarczający miernik rozwoju, ja staram się patrzeć dalej. Z racji zawodu, ale też zainteresowań, nie mogę spróbować dokonać oceny wizualnej miasta jako całościowego projektu urbanistycznego. Mając świadomość, że dokonano wielu, szczególnie w ostatnich latach, fragmentarycznych zmian planów miejscowych, widzę konsekwencje, które nie zamykają się w jednym wąskim obszarze, a oddziałują na całe miasto. Wspomnę o kilku ważnych parametrach. 

Tendencja pokazuje zmniejszanie procentowego udziału terenów zielonych w stosunku do zabudowy i utwardzeń. Zwiększane są parametry dotyczące intensywności zabudowy, a także coraz częściej pozwala się na realizowanie budynków wyższych, nawet do 8 kondygnacji, w sąsiedztwie znacznie niższej zabudowy. Mamy niski współczynnik miejsc parkingowych na mieszkanie. Są też w planach zapisy w mojej ocenie pozwalające na zbyt daleko idącą swobodę interpretacyjną. Dla przykładu, mamy w planach zapis mówiący o możliwości realizowania budynków o kształcie dachów, w oparciu o analizę sąsiedniej zabudowy. Tu rodzi się pytanie, co jest sąsiedztwem i jak daleko ono sięga. Dwa, czy budynek, który jest samowolą budowlaną może być pretekstem do tego, by na podstawie jego zadaszenia wyrazić zgodę na realizację nowej legalnej budowy o podobnych parametrach. 

Podsumowując, widać, że robi się wiele, by budowanie miało dosyć swobodny charakter. Kto zyskuje, a kto traci? Myślę, że te pytania najlepiej sobie zadać, szukając miejsca do parkowania w pobliżu miejsca zamieszkania, chcąc odpocząć w cieniu drzewa, spacerując uliczkami nowo powstałego osiedla, bądź też wychodząc na balkon i dostrzegając, że w niewielkiej odległości wyrasta kolejny blok. 

Planowanie przestrzenne jest przyjętym rozwiązaniem cywilizowanym. Świat uznał, że to potrzebny instrument regulacyjny. Dostrzeżono bowiem już dawno, że ludzie skupieni na własnych, jednostkowych potrzebach tracą z oczu interes publiczny. Politycy winni czuć odpowiedzialność swoich decyzji w odniesieniu do potrzeb wszystkich mieszkańców i konsekwencji, jakie ich działania przynoszą. Brakuje mi uwrażliwienia na kwestie wizualne, szczególnie w odniesieniu do inwestycji gminnych. Nie dostrzegam ambicji zajęcia się kubaturowymi obiektami zabytkowymi takimi jak budynek stajni przy pałacu Skarżyńskich czy starej elektrowni miejskiej. Wszystko to nieruchomości należące do gminy, przy tym bardzo ciekawie położone, bo w sąsiedztwie rzeki. Mam wrażenie, że nasze miasto dysponujące wieloma terenami niezabudowanymi, zielonymi, jeszcze 20 lat temu miało potencjał, by stworzyć przestrzeń miejską o dobrej jakości i tożsamości architektonicznej, a także społecznie zrównoważonym mieszkalnictwie. To niestety zostało już jeśli nie zaprzepaszczone, to możliwie mocno utrudnione. 

Na koniec może coś pozytywnego? Jakie kierunki, inicjatywy podjęte przez samorząd warto, Waszym zdaniem, kontynuować?

Piotr Płochocki: - Pozytywnie wspominam obchody 90-lecia matury Jerzego Różyckiego. To temat, który był potraktowany na poziomie przez obydwa samorządy (powiat i gmina Wyszków - red.), wcześniej odpowiednio przedyskutowany i przygotowany. Później zorganizowano Dzień Enigmy, w parku powstała ławeczka Różyckiego, to jest kierunek, który warto rozwijać. Dla odmiany kwestia szlaku Stanisława Wróbla ps. Jaskółka została kompletnie zlekceważona, pominięta i to na pewno nie ze względów merytorycznych. Wobec niedawnego wyboru jego imienia dla SP nr 3 liczę, że urząd się jednak jakoś zreflektuje. 

Przed naszą debatą na temat wykorzystania rzeki przeprowadziliśmy w internecie ankietę, z której wynikało, że społeczną wyobraźnię najbardziej pobudza projekt kładki pieszo-rowerowej łączącej Rybienko Leśne z Wyszkowem. To koncept, który najbardziej perswazyjnie nawiązuje do idei naszej grupy. Obie Strony Miasta to bowiem obie strony Wyszkowa, prawobrzeżna strona miejska i zapomniana strona rybienkowska. A nawet więcej, bo nasze miasto jest czymś szerszym niż my przywykliśmy myśleć. To także przedzielająca je rzeka, czyli temat naszej pierwszej debaty. To w jej kierunku, w celu zszycia miasta, urząd powinien wytoczyć najcięższe inwestycyjne działa i pewne znane mi fakty wskazują, że już najprawdopodobniej w tym roku uda się coś w tym kierunku zrobić.   

Bartłomiej Adler: - Na pewno czymś wartym pochwały z mojego punktu widzenia są dwie imprezy, jakie miały miejsce w ubiegłym roku, czyli Poland Bike Marathon oraz Nadbużański Trójkąt. Bazowały one na naszej najmocniejszej stronie, czyli walorach przyrodniczych. Mam nadzieję, że ich potencjał w przyszłości będzie jeszcze skuteczniej wykorzystany.

Dziękuję za rozmowę

___________________________________________________________________________

Małgorzata Bajowska: architekt
Katarzyna Dąbrowska: socjolog, specjalistka od eventów i turystyki biznesowej oraz NGO
Piotr Płochocki: dziennikarz, regionalista, animator kultury 
Bartłomiej Adler: specjalista od marketingu i turystyki, miłośnik rzeki Bug 

 

 

REKLAMA

Elwira Czechowska

Udostępnij:


Komentarze

PS4
Na takich ludzi czekamy
Joanna
Uważnie sledze Państwa poczynania w Internecie i w żywej dyskusji. W zasadzie powinna się cieszyć, że znalazł się ktoś, kto ma odwagę głośno krytykować władze wyszkowskie, bo dopinguje każdej opozycji i pozasystemowej działalności w tym mieście. Ale obserwując Was mam, jak zresztą wielu moich znajomych, nieodparte wrażenie, że wydaje się Państwu, że we wszystkim już są już doskonali, a pozorne chęci do dyskusji w zasadzie sprowadzają się do jak naskuteczniejszego przekonania do swojej racji, którą nie zawsze Państwo mają. Świetnie, że jedna z Pań wspomniała o przykładzie artykułu o Sylabie - klarownie pokazał on, że nie są Państwo obiektywni, a najgorzej, że i niewystarczająco rzetelni. W Państwa komentarzach na Facebooku można przeczytać, iż sądzą Państwo, że mogą być medium opiniotwórczym bez konieczności opierania swoich poglądów na faktach czy ogólnie dostępnych dokumentach, a jedynie na ogólnie znanych mitach, które w Wyszkowie działają następująco: kłamstwo powtórzone sto razy st
Joanna cd.
aje się prawdą. Ponadto z komentarzy bije arogancja, brak pokory i chęci konfrontacji z prawdą, a jedynie wrażenie wyższości nad innymi rozmówcami (a niby z jakiego powodu? Co Państwa do tego predesponuje?). Przy Państwa aspiracjach politycznych wygląda to niekorzystnie, bo może się okazać, że ludzie nie zagłosują za Wami, a przeciw gminie i w zasadzie zmienimy coś nie na lepsze, a na inne, ale też niedobre. Życzę Państwu wszystkiego najlepszego, a dla Waszego zdrowia także więcej pokory, szacunku dla mieszkańców i rzetelności w dziennikarskim rzemiośle.
Seba
dokładnie, chcecie wymagac wiecej to zacznijcie od siebie
Wyklęty
Brak wiedzy samorządowej aż bije po oczach.
Do Wyklętego/ Wyklętej
Może i nie mają wiedzy samorządowej ale się szybko nauczą. W przeciwieństwie do niektórych naczelników, dyrektorów czy urzędników.
Do "Wyklęty"
A może więcej szczegółów gdzie i w jakiej sprawie ten brak? Myslę że niejedn radny ma mniejsza wiedzę chocicąż zasiada tam od wielu lat
Www
Wyszków nie jest miastem. Jest większą wsią - nie posiada nawet układu urbanistycznego charakterystycznego dla miast i miasteczek - rynku, ratusza, kamieniczek, układu ulic. Miastem był Kamieniec Mazowiecki, kiedyś prężnie rozwijający się ośrodek, obecnie potwornie zapuszczona wieś bez mediów i dróg bitych, skazana na powolne wymieranie z powodu braku środków przekazywanych przez gminę. Wyszków natomiast jest miastem satelitą Warszawy, tu się śpi, w Warszawie się pracuje, w Warszawie są atrakcje, tu nie ma nic. Jest potencjał - lasy, świeże powietrze, tańsze mieszkania w deweloperce i dobry dojazd do stolicy trasą S8. Tylko gospodarz jest jaki jest i nigdy nie będzie to Wolsztyn, Człuchów czy Chojnice. Tam aż miło popatrzeć na rynek, domy, czysto ładnie, zielono ,miło. Samochodoza ? Bo nie ma autobusozy i pociągozy, dworzec kolejowy i autobusowy to dramat - syf jak w syberyjskim miasteczku, choć trzeba przyznać, że Rosja ma dworce zadbane, okolice nie. Miasto 50 km od stolicy nie ma a
Www
ani jednego oficjalnego połączenia autobusowego i kolejowego ze stolicą - kiedyś chciałem się wydostać z Wyszkowa w święto z powodu awarii samochodu - nie podjechał żaden busiarz, udało mi się dojechać pociągiem do Tłuszcza i dalej z przesiadką do Warszawy - podróż trwała 4 godziny ( wliczam 1,5 godziny czekania w Wyszkowie na autobus). Tak więc drodzy aktywiści działać nie gadać, jest co robić ! Najpierw trzeba wymienić złego gospodarza, bo w chacie smród.
Danuta
Ciekawy artykuł. Młodzi ludzie z pomysłami .Tak trzymać
do Danuta
młodzi ludzie z pomysłami i manią wielkości - niefortunne połączenie, które może okazać się tragedią dla miasta
Danuta
Czytając artykuł nie odniosłam wrażenia ,że chcieliby zawojować świat ,tylko wypunktowali problemy od lat występujące w naszym mieście. To miasto potrzebuje ludzi odważnych z pomysłami , którzy będą mieli swoje zdanie i z rozwagą po zapoznaniu się z danym zagadnieniem podejmą decyzję (niezależnie). Pozdrawiam

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

OSTATNIE KOMENTARZE

Dyrektorzy proszą o przedłużenie kadencji
W pełni zgadzam się z belfrem i rodzicem. Kadencja minęła - trzeba zorganizować uczciwy konkurs a nie zasłaniać się rozporządzeniem ministra. Może w niektórych placówkach rzeczywiście przyszedł czas na zmiany? Zobaczymy czy nasze władze samorządowe stać na odwagę. Wiele osób już w ubiegłym roku liczyło na to i przeliczyło się.
Ewa
Dyrektorzy proszą o przedłużenie kadencji
Ja jako rodzic dziecka w wieku przedszkolnym również uważam, że nie ma przeciwskazań, aby konkursy się odbyły, skoro dzieci mogą chodzić do żłobków i przedszkoli to dlaczego nie można zrobić takich konkursów w gronie kilku osób, , szczególnie w miejscach w których czuć potrzebę zmiany. Mam dziecko w grupie w której jest wspaniały wychowawca, młoda, ambitna, cudowna osoba z głową pełną pomysłów, kreatywna, cudowna ciocia, którą pokochały dzieci i my rodzice i choć bardzo przykro mi było, że jest możliwość że nie przejdzie dalej z naszymi dziećmi to kibicowałam jej z całego serca i życzyłam wygranej bo wiedziałam, że chce kandydować na dyrektora tej placówki. Sama pandemia jest bardzo przykra i przygnębiająca, a tu jeszcze takie wiadomości:/
Rodzic
REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

17
Sobota
Kwiecień 2021
Kwiecień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
293031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
12
imieniny:
Anicety, Klary, Rudolfina

REKLAMA

pl.jooble.org PRACA