REKLAMA
AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyWybory

"Rozwój czy rozrost". W jakim kierunku zmierza Wyszków?

Miasto

Wiele pytań - przede wszystkim o kierunki i intencje polityki planowania przestrzennego w gminie Wyszków - padło podczas dyskusji publicznej na temat proponowanych rozwiązań planistycznych m.in. dla ulicy Szpitalnej. Celem planów - według gminy - jest polepszenie warunków inwestycyjnych. Zdaniem uczestników debaty, odbywa się to jednak kosztem jakości i komfortu życia mieszkańców.

Galeria zdjęć


REKLAMA

27 czerwca na kolejnej dyskusji publicznej spotkali się zainteresowani proponowanymi rozwiązaniami planistycznymi dla wybranych działek położonych przy ulicach: 11 Listopada, Pułtuskiej, Sowińskiego, Ratuszowej, Komisji Edukacji Narodowej, Szpitalnej, Zapole, Złotych Kłosów, 3 Maja oraz alei Róż w Wyszkowie. Po marcowej dyskusji złożyli w Urzędzie Miejskim szereg uwag, z których tylko część została uwzględniona. Mieszkańcy dociekali, z jakiego powodu odrzucono resztę ich wniosków. Z drugiej strony gmina proponuje z własnej inicjatywy zmiany w obowiązujących planach, które - zdaniem mieszkańców - pogarszają istniejący ład przestrzenny, zaburzają harmonię zabudowy. Mieszkańcy pytali "po co?". 

12-metrowe budynki przy ul. Złotych Kłosów

Przykładem takich rozwiązań jest ul. Złotych Kłosów (między ul. Kasztanową a Szpitalną - red). Teren w większości zainwestowany, zabudowany zgodnie z obowiązującym planem zagospodarowania. Właściciel jednej działki wystąpił do gminy o przesunięcie linii zabudowy, a gmina wykorzystała to do wprowadzeniiu szeregu innych zmian, umożliwiających pobudowanie na tym terenie domów wyższych (do 12 metrów choć dziś obowiązuje maksymalna wysokość 10 metrów), o bardziej intensywnej zabudowie, na niekorzyść współczynnika powierzchni biologicznie czynnej, a nawet w zabudowie szeregowej. Mieszkańcy osiedla sprzeciwiają się temu.

- Czy zdaje sobie Pani sprawę, że 12 metrów to są cztery kondygnacje? - z tym pytaniem do naczelnik wydziału zagospodarowania przestrzennego i gospodarki nieruchomościami Iwony Kozon zwróciła się Monika Ciskowska.

- Na państwa wniosek zostały przedłożone rozwiązania zgodne z państwa oczekiwaniami - dwie kondygnacje jak w obecnym planie pozostaną. Jest wpisane nie więcej jak dwie kondygnacje. 12 metrów to wysokość z kominami. W obecnym zapisie plan nie uwzględnia kominów - odpowiadała naczelnik.

- Ale jest jeszcze dopuszczona jedna kondygnacja z antreso - zauważyła Monika Ciskowska. - Dlaczego nie może tam pozostać 10 metrów, skoro na pięciu działkach są już rozpoczęte budowy zgodne z obowiązującym planem, jest budynek parterowy, dwukondygnacyjny i trzeci do 10 metrów. Na zabudowanych działkach zmieniacie parametry? Pytanie: po co?

Zdaniem mieszkańców propozycje urzędu otwierają możliwość wprowadzenia na osiedle zabudowy szeregowej, co przy dopuszczeniu wysokości zabudowy 12 metrów spowoduje, że będą mogły tu powstać mini budynki wielorodzinne. 

- Dlaczego w niektórych planach jest zapis o wyłączeniu zabudowy szeregowej? Czy tu nie można go wprowadzić? - zapytała Katarzyna Dąbrowska. 

- Jeżeli na danym obszarze ktoś będzie chciał zabudowę szeregową, to skorzysta z przepisów, wyjątków w ustawie, i to zrobi. My nie mamy noc do dyskusji - odparła Iwona Kozon. 

- Ale nie musimy tego ułatwiać… Dlaczego urząd wykazuje się taką nadgorliwością, że gdy ktoś wnosi o jedną rzecz, urząd wprowadza trzy inne zmiany? - dopytywała Katarzyna Dąbrowska.

- Proszę złożyć uwagę do projektu planu - odpowiadała pani naczelnik.

- W nieskończoność? Były już składane i nie uwzględniono ich. Przecież to właściciele działek i sąsiedzi podpisali się na takim wniosku a państwo tego nie uwzględniacie i nie odpowiadacie na pytanie, dlaczego nie uwzględniacie? - zauważyła Monika Ciskowska.

- Tak wygląda procedura uchwalania planu. My przedstawiamy projekt, a państwo możecie składać uwagę - pouczała Iwona Kozon.

- A my jako mieszkańcy i właściciele tych działek chcemy wiedzieć i pytamy: jaka jest intencja projektanta? 

Odpowiedzi nie otrzymali. Na pocieszenie usłyszeli natomiast, że uwzględniono ich wnioski o zachowanie parametrów powierzchni biologicznie czynnej na poziomie 50 proc. 

Równamy do niższego...

- Dlaczego na Złotych Kłosów jest powierzchnia biologicznie czynna 50 proc., a na ul. Szpitalnej 30 proc.? - zapytała w związku z tym Małgorzata Bajowska.

- Ul. Szpitalna to nasz teren, gminny i nasz wniosek jest, żeby było 30 proc. powierzchni biologicznie czynnej. Z tyłu jest zabudowa wielorodzinna, tam jest 30 proc., i naszą intencją było, żeby nawiązać do tych parametrów - odpowiedziała Iwona Kozon.

- Czyli równamy do niższego, gorszego poziomu a nie próbujemy podnosić jakości życia? Przecież z drugiej strony jest parametr wyższy, dlaczego nie nawiązać do niego? - pytała Katarzyna Dąbrowska.

- Zmieniane jest prawo na warunkach dla nas niejasnych. Sprzedawane są gminne działki w trakcie zmiany planu. Chcemy się dowiedzieć, dlaczego? - drążyli mieszkańcy, ale  w odpowiedzi słyszeli kilkukrotnie "proszę złożyć uwagę do planu". 

- Byłem święcie przekonany, że Pani wyciągnęła jakieś wnioski z ostatniej rozmowy (marcowej debaty - red.), a jednak nie - odparł Piotr Płochocki. - Każdy z nas docieka intencji zmian. Wiemy, jakie są te zmiany, ale chcemy wiedzieć, jakie są intencje, jakie mechanizmy rządzą tymi zmianami? Gdy po raz dziesiąty słyszymy „proszę złożyć uwagę", to my wiemy, że możemy ją złożyć, ale to spotkanie chcemy wykorzystać do tego, żeby od pani - jako człowieka - dowiedzieć się, o co chodzi? Gdy coś jest oczywiście niejasne, my zaczynamy się domyślać i insynuować. Proszę się nie dziwić, że widoczne staje się podejrzenie, że miasto nie działa w interesie publicznym, ale że miasto działa sprzedając działki z pewną obietnicą „my ci sprzedamy te działki, one będą droższe, bo zmienimy ci plan”. Gdy słyszę od projektanta, że celem tych zmian planów jest "polepszenie warunków inwestycyjnych" - to tak, ale jako miasto powinniście nie polepszać tylko optymalizować warunki inwestycyjne. Nasze uwagi nie służą temu, by wsadzać kij w szprychy urzędowi, ale by mieszkańcy mieli lepsze warunki do życia.

Śmiech na sali

- Plany miejscowe to jest pewiern kompromis, a nie uwzględnianie uwag tylko jednej strony - odpowiedziała Iwona Kozon, na co mieszkańcy zareagowali śmiechem.

- Obecnie obowiązuje plan zagospodarowania dla ul. Szpitalnej, w którym obowiązuje zabudowa wielorodzinna z maksymalnie czterema kondygnacjami. Mieszkańcy nie wnosili do tego planu żadnych uwag. Wpłynął wniosek od dewelopera o podniesienie dopuszczalnej wysokości zabudpwy do 8 kondygnacji - mieszkańcy nie zgodzili się. Poszliśmy na kompromis, zgodziliśmy się na pięć kondygnacji w najwyższym punkcie. Państwo nie uwzględniliście żadnej, żadnej naszej uwagi do tego terenu - ani o powierzchni biologicznie czynnej, ani o wysokości kondygnacji, uwzględniacie tylko wnioski dewelopera. O czym my mówimy, o jakim kompromisie? To państwo uwzględniacie tylko wnioski dewelopera - stwierdziła Monika Ciskowska.

- Państwo (urząd- red.) z nami się bawią w kotka i w myszkę: my możemy w nieskończoność składać różne wnioski, a wy liczycie, że my się zmęczymy. Ale może się okazać, że się nie zmęczymy… - stwierdziła Elżbieta Kluczyńska.

- Nieprawda. Wniosek, który złożył właściciel (deweloper), też został okrojony. Deweloper wnioskował o zabudowę 8 kondygnacji na całym tym terenie. Odsuwamy na państwa wniosek zabudowę wysoką, zostawiamy cztery kondygnacje w sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej, dalej jest sześć kondygnacji i mamy tylko dominantę 8 kondygnacji - zauważyła Iwona Kozon.

- Nam odpowiada istniejący plan. Nie chcemy zmiany obowiązującego planu. Wy idziecie zgodnie z intencją właściciela terenu, który chce te parametry podnieść. Widzimy możliwość delikatnej korekty na korzyść dewelopera, ale nasz głos jest znowu głosem bez znaczenia - polemizowała z urzędniczką Małgorzata Bajowska. - Znów pytanie, jaki jest pomysł na walory tego osiedla? To jest interes publiczny, że my jako mieszkańcy tak chcemy ustawić parametry, by - niezależnie od tego, kto będzie właścicielem terenu i inwestorem - powstało tam dobre, fajne osiedle. Widzimy zasadność powstania osiedla, ale na innych parametrach - podkreślała.

Mieszkańcy będą dumni

Głos zabrał przedstawiciel właściciela działek między ul. Szpitalną a KEN. 

- Mamy prawo kształtować zabudowę na tym terenie, to jest nasz teren. Właściciel ma największe prawo do decydowania o tym, co ma tam powstać. Mamy prawo walczyć o możliwości wykorzystania tego gruntu. Uważamy, że na całym tym terenie możliwe jest osiem kondygnacji - powiedział Krzysztof Godleś.

- Pan ma dopuszczone planem cztery kondygnacje i może tam pan sobie to pobudować. Z takim przeznaczeniem kupiliście ten teren... - odparli mieszkańcy. 

- Są potrzeby mieszkaniowe w Polsce, a my chcemy zaspokajać te potrzeby, żeby młodzi ludzie mieli gdzie mieszkać. Państwo nas ograniczacie... Nie ma takiego osiedla w  Wyszkowie, deweloperzy budują punktowce, a my chcemy stworzyć osiedle, z którego mieszkańcy Wyszkowa będą dumni - kontynuował Krzysztof Godleś. - W pierwszym etapie zaplanowanych jest około stu mieszkań. Ten plan pozwala nam tylko na trzy malutkie budynki ośmiokondygnacyjne. 

- Nie ograniczamy. Pan ma w tej chwili dopuszczone cztery kondygnacje a my zgodziliśmy się na pięć - odparła Monika Ciskowska.

- Co z rozwiązaniami komunikacyjnymi dla tego osiedla? - pytała z kolei Małgorzata Bajowska. - Skąd pomysł rezygnacji z połączenia ul. Szpitalnej z KEN i pozostawienia deweloperowi kwestii uregulowania rozwiązań komunikacyjnych na tak dużym osiedlu? 

Pierwotnie w planie dla terenu między ulicami Szpitalna a KEN znajdowała się droga gminna, ale burmistrz był jej przeciwny.

- Dla nas jest korzystniej jak to my zaprojektujemy drogi na osiedlu - stwierdził przedstawiciel dewelopera.

- Ani finansowo, ani gospodarczo, ani społecznie nie jest uzasadnione, aby gmina budowała tam drogę przez środek osiedla. Gmina musiałaby najpierw wykupić teren od dewelopera. Jest przewidziany wjazd i wyjazd z osiedla od ul. KEN oraz dwa od strony ul. Szpitalnej - wyjaśniła Iwona Kozon. 

"To nakręca naszą koniunkturę"

- Dużo dzisiaj protestów, wniosków, żeby coś ograniczyć, jest na zasadzie obawy - włączył się w dyskusję burmistrz. - Niewiedza budzi demony grozy. Nie możemy przestać się rozwijać, bo obawiamy się, że w przyszłości ktoś może coś sprzedać, skorzystać ze specustawy, itd. Niebezpieczne jest zjawisko rozlewnia się miasta. Nikt nie oczekuje, że bloki będziemy stawiać w Lucynowie czy Skuszewie, bo tam nie będzie chętnych na nie. Nie bądźmy egoistyczni w tym sensie, że jak mamy wybudowany dom, to nic w sąsiedztwie nie może powstać. Ten teren jest świetnie skomunikowany (PEC, PWiK, droga krajowa, obwodnica śródmiejska). Jak żaden inny przygotowany na takie osiedle. Mówię nie w interesie deweloperów, bo w kolejce do nich ustawiają się ludzie po mieszkania, które sprzedają się w Wyszkowie na pniu. Jak będzie większa podaż, to ceny mieszkań spadną, więcej ludzi będzie chciało zamieszkać w Wyszkowie - to nakręca naszą koniunkturę, jest korzystne dla gminy i dla rynku. Na siłę blokowanie nie będzie impulsem do rozwoju - powiedział Grzegorz Nowosielski. 

- Naszą intencją nie jest blokowanie tylko spowodowanie, żeby inwestycje były zoptymalizowane. Mówimy o zrównoważonym rozwoju. Oczekujemy rozwiązań na polu komunikacji a z państwa strony pomysłów brak. Zostawiacie wolną rękę deweloperowi - odrzekli mieszkańcy.

- Pan myli rozwój z rozrostem - zauważył Piotr Płochocki. - Na tym osiedlu mamy do czynienia z rozrostem, rozwój by był, gdyby tam powstało przedszkole, mała elektrownia, a tu mamy do czynienia z intensyfikacją zabudowy.

- Najpiękniejsze tereny w Wyszkowie (na nadbużańskiej skarpie) są zabudowane przez prywatnych deweloperów. Skarpa jest stracona... Budujmy rozsądnie - włączył się dyskusji Andrzej Sawicki. 

- Kadencje wasze miną, a te 8-piętrowce kompletnie nie pasujące do całości pozostaną. Czy nie możecie spojrzeć na całość? Warto pomyśleć... Niech będą mieszkania, ale wkomponowane w osiedle, które już istnieje. Niech to będzie logiczna przestrzeń, ład, dla nas i następnych pokoleń - apelowała Anna Kwiatkowska.

Mieszkańcy zaapelowali o bezstronny arbitraż. Takiego nie gwarantuje ich zdaniem komisja urbanistyczno-architektoniczna przy burmiistrzu Wyszkowa, która opiniuje plany. W jej składzie zasiada bowiem autorka spornego planu oraz naczelnik wydziału zagospodarowania przestrzennego Urzędu Miejskiego. Iwona Kozon wyjaśniła, że obie - bez prawa głosu w komisji. 

- W tym składzie osobowym powątpiewamy w obiektywizm oceny komisji urbanistyczno-architektonicznej przy burmistrzu. Zwrócilismy się o mediacje do Towarzystwa Urbanistów Polskich, bo kto ma rozstrzygnąć o racji. Burmistrz mówi, że ten plan jest OK, ja jako Małgorzata Bajowska mówię, że nie jest OK i kto ma to rozstrzygnąć? - pytała retorycznie. 

Po trzech godzinach dyskusja zakończyła się. Uwagi do projektu planu można składać do 15 lipca do Urzędu Miejskiego na piśmie z podaniem imienia, nazwiska, adresu, numeru działki, której uwaga dotyczy. Uwagi będzie rozpatyrwał burmistrz. 

REKLAMA

Elwira Czechowska

Udostępnij:


ul. SzpitalnaWyszkówplan zagospodarowania

Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

19
Poniedziałek
Sierpień 2019
Sierpień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
293031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
1
imieniny:
Emilii, Julinana, Konstancji

REKLAMA

Pracuj.pl pl.jooble.org