21 września w Kamieńczyku odbyło się zebranie, podczas którego wybierano sołtysa i radę sołecką na kolejną kadencję. Mieszkańcy wykorzystali obecność burmistrza i radnych do rozmowy o bezpieczeństwie przeciwpowodziowym.
Czytaj także: Adam Bodzan pozostaje sołtysem
- Ja czytałam, że będzie pogłębiany Bug, ale nie jest powiedziane kiedy. Chodzi mi o pogłębienie Bugu - zaczęła jedna z mieszkanek Kamieńczyka.
- Za pogłębienie Bugu odpowiada Państwowe Przedsiębiorstwo Wodne Wody Polskie, które prowadzi taką a nie inną politykę. My też mieliśmy z nimi wiele spotkań na wiele tematów i nie są łatwym partnerem. Ze wszystkiego są się w stanie wytłumaczyć. Jest to mało postępowe niestety - tłumaczył burmistrz Piotr Płochocki.
- Na wysokości rynku jest takie przewężenie Bugu, po połowę koryta. Jeżeli tego nie zlikwidujemy, to powodzie będą zalewały Kamieńczyk - dodał inny mieszkaniec.
- Mamy wiedzę jeśli chodzi o koncepcję Wód Polskich i pogłębiania punktowego rzeki. Na wiosnę tego roku było spotkanie robocze z dyrektorem regionalnym Wód Polskich i uczestniczyło w nim po dwóch przedstawicieli z każdej miejscowości, która jest zagrożona podtopieniem. Nasze sołectwo reprezentowałem ja i Marek Kamiński. Na tym spotkaniu udało się dowiedzieć, że te pogłębiania, jeśli w ogóle dojdą do skutku, będą miały charakter punktowy, będą wytypowane miejsca, które ograniczają w największym stopniu przepływ rzeki i tam będą kierowane siły na pogłębienie i udrożnienie. Niestety plany były takie, że ma to się zakończyć na wysokości mostu kołowego na rzece Bug w Wyszkowie ale z najnowszych wieści Starostwa Powiatowego wiem, że rozszerzone zostało do 40 kilometra Bugu. Problem polegał na pozwoleniach środowiskowych - jesteśmy na obszarze Natura 2000 i tutaj Wody Polskie kładą szczególny nacisk na to, że boją się, iż nie uzyskają pozwolenia na ingerencję w środowisko. Trzeba się uzbroić w cierpliwość - mówił sołtys Adam Bodzan.
- Mamy wszyscy taki problem. To nie jest tylko w Kamieńczyku. Jest to w Gulczewie, Rybienku czy Barcicach - dodał radny Marcin Król. - Była firma, która oglądała możliwość pogłębiania Bugu, przepłynęła się rzeką i stwierdziła, że jest to dla nich niewykonalne, mają za słaby sprzęt. To musi być potężna barka, która będzie ten piach tłoczyła. Te mniejsze firmy pogłębiające nic nam tutaj nie pomogą. Piach, który zostanie wydobywany, nie może zostać wyrzucony poza brzeg tylko muszą być usypywane z niego brzegi. Pogłębianie jest chwilowe, bo za rok czy dwa będzie to samo. My jako gmina czy powiat nie możemy czyścić brzegu, bo nie mamy do tego prawa, my nie mamy prawa wyciąć nawet żadnego drzewa, które się tam przewróci. Mamy związane ręce w tym temacie.
- Jest to frustrująca sprawa. Generalnie chodzi o to, żeby dać mieszkańcom coś, co ich uspokoi. Działalność Wód Polskich jest doraźna, spowodowana jest presją, która występuje zaraz po powodziach. O wiosennej powodzi u nas dawno już zapomnieli. To jest smutne, ale trzeba znać realia, co nie oznacza, że pewnie ruchy na rzece i próby zapobiegnięcia tym podtopieniom nie nastąpią, bo wydaje mi się, że prędzej czy później nastąpią. Generalnie Wody Polskie się zobowiązały do tego pogłębiania odcinkowego i w tym roku jeszcze tego nie zrobiły. Skoro przychodzi jesień, to generalnie mają to okienko bardzo małe - mówił burmistrz.
- Chodzi o to, żeby nasze władze nie dały zapomnieć o powodzi u nas. Od tego my wybieraliśmy władzę, żeby władza o nas też pamiętała - dodała mieszkanka Kamieńczyka.
- Możemy tylko lobbować a nie możemy zrobić tego fizycznie. O ile jeszcze w Drogoszewie czy Rybienku Leśnym mogliśmy to zrobić fizycznie. To było po powodzi, to działało perswazyjnie na Wody Polskie i cichym przyzwoleniem to można było zrobić - usypać prowizoryczny wał - ale tu jest to skomplikowane - tłumaczył burmistrz.
- Bo na Rybienku to się pobudowała wyszkowska arystokracja, a w Kamieńczyku mieszka same dziadostwo - skwitowała mieszkanka.
- Ja znam dobrze Wyszków i tam nie ma żadnej arystokracji. I Kamieńczyk też, i nie znam tutaj żadnego dziadostwa - odparł burmistrz.
- Potrzebujemy chociażby małego wsparcia - dodał inny uczestnik spotkania. - W tym roku Kamieńczyk również był podtapiany, ale my zadziałaliśmy wcześniej niż reszta miejscowości. Kamieńczyk rok w rok jest miejscowością zagrożoną. Wiemy, że nikt nas nie otoczy wałem, ale oczekujemy być może prowizorycznych działań, które są jednak skuteczne. Oczekujemy pomocy gminy w wykonaniu prowizorycznego nasypu, żeby zamknąć możliwości przejścia rzeki na tereny zamieszkałe.